Blog

  • Psychopatologie w kosmosie

    Psychopatologie w kosmosie

    Przestrzeń kosmiczna stanowi dla człowieka nowe środowisko pełne licznych wyzwań i potencjalnych zagrożeń dla jego zdrowia i życia. Poza oczywistymi czynnikami mającymi wpływ na ludzką fizjologię takimi jak odmienne siły grawitacyjne czy promieniowanie kosmiczne warunki izolacji, zamknięcia i ograniczenia kontaktów międzyludzkich bez wątpienia będą miały wpływ na samopoczucie oraz zachowanie członków załogi misji kosmicznej. Zdrowie psychiczne astronautów oraz ich dostosowanie behawioralne do nowego środowiska powinno stanowić jeden z głównych obszarów zainteresowań bezpieczeństwem w kosmosie, gdyż skutki wymienionych czynników mogą mieć wpływ nie tylko na dotknięte nimi osoby, ale także na współpasażerów oraz powodzenie całej misji kosmicznej. Badania na ten temat prowadzone są nie tylko w kosmosie, ale także w analogach w warunkach ekstremalnych takich jak ekspedycje na Antarktydzie czy misje podwodne. 

    Autor: Arkadiusz Kołodziej

    Czy mamy czym się martwić?

    Psychopatologie w kosmosie mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie życia. Mając na myśli stany wymagające natychmiastowej pomocy medycznej myślimy zwykle o urazach, zawale serca, urazie głowy lub ostrym zapaleniu wyrostka robaczkowego. Każde z nich oczywiście może zdarzyć się w kosmosie, lecz poza urazami, drugą najczęstszą przyczyną medyczną wymagającą ewakuacji podczas misji podwodnej było zaburzenie psychiatryczne [1]. Pośród innych schorzeń depresja oraz lęk stanowiły najczęstsze psychiatryczne diagnozy podczas tych misji [2], były także częste wśród badaczy pracujących na Antarktydzie [3].  Stresorami związanymi z zamknięciem na małej przestrzeni są między innymi brak prywatności i swobodnego przemieszczania się, monotonia oraz ograniczenia związane z higieną czy odżywianiem [4].

    Źródło: ESA

    Czynnikami, które odróżniają kosmos od analogów są między innymi mikrograwitacja, promieniowanie oraz zmiana cyklu dobowego wywołana częstym okrążaniem Ziemi przez Międzynarodową Stację Kosmiczną [5]. Badania sugerują, że wyżej wymienione czynniki nie zaburzają podstawowych funkcji poznawczych (logiczne rozumowanie, pamięć) [6], natomiast mają znaczący wpływ na nastrój oraz wydajność pracy. Co ciekawe, po ok 3 tygodniach pobytu w kosmosie osoby badane wykazały znaczną poprawę wyżej wymienionych parametrów poprzez adaptację do nowego środowiska [7]. Podczas pierwszych tygodni pobytu w mikrograwitacji zauważono przede wszystkim obniżenie szybkości i precyzji ruchów [8] oraz zaburzenia orientacji w przestrzeni  [9, 10].

    Autorzy badający zmiany nastroju oraz zjawisko adaptacji do zamknięcia i izolacji zwracają uwagę na zachowania związane z „hipotezą trzeciej ćwiartki” (krytycznym momentem przebywania w izolacji był okres czasu stanowiący trzecią część całości misji) [11]. Wtedy też wskazane zostały problemy związane z relacjami pomiędzy członkami załogi (sprzeczki, wyolbrzymienia, zachowania terytorialne, wycofanie czy wykluczenie pojedynczych członków załogi oraz konflikty wynikające z różnic kulturowych [12,13].  

    Wszystkie wymienione zjawiska będą potencjalnie nasilone podczas długotrwałej misji na Marsa. Można się także spodziewać dodatkowych reakcji nieadaptacyjnych takich jak zaburzenia snu, zaburzenia lękowe czy depresyjne, które będą różnić się intensywnością w zależności od indywidualnych cech osobniczych [14]. Planując misję kosmiczną powinno się wziąć pod uwagę konstrukty psychologiczne członków załogi, aby zidentyfikować osoby, które najlepiej zniosą warunki takiej misji. Odpowiednie testy psychologiczne oraz kwestionariusze powinny zostać wykorzystane w procesie kwalifikacyjnym. 

     

    Źródło: Sandal et al. 2006

    Więcej na ten temat możecie posłuchać w naszej rozmowie z Arkadiuszem. 

    1. Ball, John R.; Evans, Charles j.; Committee on Creating a Vision for Space Medicine during Travel Beyond Earth Orbit; Board on Health Sciences Policy; Institute of Medicine (2001). Safe passage : astronaut care for exploration missions ([Online-Ausg.] ed.). Washington, D.C.: National Academy Press. ISBN 0-309-07585-8.
    2. Ball, John R.; Evans, Charles j.; Committee on Creating a Vision for Space Medicine during Travel Beyond Earth Orbit; Board on Health Sciences Policy; Institute of Medicine (2001). Safe passage : astronaut care for exploration missions ([Online-Ausg.] ed.). Washington, D.C.: National Academy Press. ISBN 0-309-07585-8.
    3. Lugg, D. J. (2000). “Antarctic Medicine”. JAMA: The Journal of the American Medical Association. 283 (16): 2082–2084. doi:10.1001/jama.283.16.2082
    4. Suedfeld, P. & Steel, G. D. T He E Nvironmental P Sychology of. Annu. Rev. Psychol. 227–253 (2000).
    5. Kanas N., Manzey D. (2008) Basic Issues of Human Adaptation to Space Flight. In: Space Psychology and Psychiatry. The Space Technology Library (Published jointly by Microcosm Press and Springer), vol 22. Springer, Dordrecht. https://doi.org/10.1007/978-1-4020-6770-9_2
    6. Benke T, Koserenko O, Watson NV, Gerstenbrand F. Space and cognition: the measurement of behavioral functions during a 6-day space mission. Aviat Space Environ Med. 1993 May;64(5):376-9. PMID: 8503810.
    7. Manzey, D., Lorenz, B. & Poljakov, V. Mental performance in extreme environments: Results from a performance monitoring study during a 438-day spaceflight. Ergonomics 41, 537–559 (1998).
    8. Steinberg, F., Kalicinski, M., Dalecki, M. & Bock, O. Human performance in a realistic instrument-control task during short-term microgravity. PLoS One 10, (2015).
    9. Kornilova LN. Orientation illusions in spaceflight. J Vestib Res. 1997 Nov-Dec;7(6):429-39. PMID: 9397393.
    10. Glasauer S, Mittelstaedt H. Perception of spatial orientation in microgravity. Brain Res Brain Res Rev. 1998 Nov;28(1-2):185-93. doi: 10.1016/s0165-0173(98)00038-1. PMID: 9795210.
    11. Décamps, G. & Rosnet, E. A longitudinal assessment of psychological adaptation during a winter-over in Antarctica. Environ. Behav. 37, 418–435 (2005).
    12. Sandal, G. M., Leon, G. R. & Palinkas, L. Human challenges in polar and space environments. Rev. Environ. Sci. Biotechnol. 5, 281–296 (2006).
    13. Kanas, N. et al. Psychosocial issues in space: results from Shuttle/Mir. Gravit. Space Biol. Bull. 14, 35–45 (2001).
    14. Basner, M. et al. Psychological and behavioral changes during confinement in a 520-day simulated  interplanetary mission to mars. PLoS One 9, e93298 (2014).
  • Technologie, które mają znaczący wpływ na eksplorację kosmosu

    Technologie, które mają znaczący wpływ na eksplorację kosmosu

    Druga dekada XXI w. przeniosła nas na kolejny etap rozwoju metod eksploracji kosmosu oraz wykorzystywania przestrzeni kosmicznej, by służyła człowiekowi. Rakiety wielokrotnego użytku, nadchodząca możliwość lotów suborbitalnych dla turystów, czy realizacja projektu utworzenia globalnego zasięgu sieci internetowej dzięki nadajnikom satelitarnym, to tylko te najbardziej znane i widoczne efekty pracy ogromnej rzeszy naukowców i inżynierów. Ten rozwój nie byłby jednak możliwy, gdyby nie kilka kluczowych technologii, które w miarę upływu czasu coraz bardziej rewolucjonizują przemysł kosmiczny, a z czasem być może wpłyną na to jak wygląda nasze codzienne życie. 

    Autor: Cyrus Sidor

    Druk 3D

    Druk 3D, czyli inaczej technologie wytwarzania przyrostowego to sposób produkcji wynaleziony w 1980 r. przez Charlesa Hulla. Dopiero jednak w ostatnich latach ta technologia zaczęła pełnić znaczącą rolę w przemyśle wyższych technologii (kosmicznym i lotniczym). Zasadniczymi zaletami druku 3D w porównaniu do konwencjonalnych technologii wytwarzania (technologii ubytkowych) jest możliwość tworzenia elementów bardzo skomplikowanych i znaczące zmniejszenie masy, co jest kluczowe w przypadku przemysłu kosmicznego. Druk 3D pozwala także na precyzyjne wytwarzanie elementów bardzo małych i unikatowych w stosunkowo krótkim czasie. Nie ma potrzeby kilkukrotnego przestawiania skomplikowanych maszyn, by wykonać element, wystarczy wczytać model elementu do programu i można rozpocząć produkcję. Jest to niezwykle przydatne przy prototypowaniu oraz w przestrzeni kosmicznej, gdzie masa, przestrzeń i możliwości produkcyjne są niezwykle ograniczone.

    Różnorodność metod druku 3D oraz materiałów, z których można wytwarzać elementy jest tak szeroka (od metali – tytan, nikiel, przez cement, aż po żywność), że technologie te mają wpływ na niemal każdą gałąź przemysłu. 

    Źródło: nasa.gov

    Przemysł kosmiczny już dziś korzysta z dobrodziejstw druku 3D, produkując części zamienne na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), a nawet elementy silników rakietowych. Aktualnie pracuje się na technologiami druku umożliwiającymi wyprodukowanie materiałów budowlanych na Księżycu, lub wydrukowanie całych modułów bazy księżycowej korzystając z księżycowego regolitu. 

    Technologie podtrzymywania życia

    Przestrzeń kosmiczna czy powierzchnia Księżyca, to nie są najbardziej sprzyjające miejsca dla człowieka, ani dowolnego innego organizmu.  Aby odbywać przełomowe misje człowiek musi mieć zapewnione podstawowe warunki bytowe – dostęp do wody, tlenu o odpowiednim ciśnieniu i temperaturze oraz pożywienia. Te elementy zaś generują problemy związane z produktami ubocznymi (np. dwutlenkiem węgla) i odpadami. Zapewnienie zatem długotrwałej obecności człowieka na orbicie (np. ISS – Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) było dla naukowców i inżynierów zadaniem niełatwym. Idealnym rozwiązaniem byłoby stworzenie zamkniętego środowiska, przypominającego warunki ziemskie. Jednak narzędzia, które posiada człowiek są uboższe niż te, które posiada natura.

    nasa.gov
    nasa.gov

    Każdy system podtrzymywania życia musi poza umożliwieniem uzdatniania wody oraz powietrza i utrzymaniem odpowiedniego ciśnienia i wilgotności, zapewnić ciągłą kontrolę nad stężeniem niebezpiecznych substancji oraz w miarę możliwości zajmować się ich neutralizacją. 

    Rozwój tych systemów w ostatnim dziesięcioleciu pozwolił na oszczędzanie do 400 l wody wysyłanej na ISS rocznie. Ponadto, wciąż pracuje nad technologiami nowej generacji, takimi jak: przenośny regulator tlenu, przenośny system usuwania dwutlenku węgla i wilgoci, czy ulepszone rękawice do spacerów kosmicznych – elementy te mają umożliwić nieograniczoną w czasie możliwość wykonywania spacerów kosmicznych (EVA – Extravehicular Acivity). Wciąż unowocześniane i wymieniane są także systemy pokładowe ISS – systemy przetwarzania wody oraz tlenu. Nad tymi technologiami pracują zarówno naukowcy europejscy (ESA) jak i amerykańscy (NASA). Umożliwią one w przyszłości na odzyskanie blisko 100% tlenu z dwutlenku węgla wydychanego przez ludzi na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. 

    Materiały o ulepszonych właściwościach

    Przestrzeń kosmiczna to niegościnne miejsce nie tylko dla życia. W przeważającym stopniu wypełnia ją próżnia, która sprawia, że kosmos pełen jest skrajności. Od temperatur rzędu -240°C w miejscach zacienionych, przez temperatury podnoszące się do setek stopni Celsjusza, gdy są oświetlane przez Słońce (albo inne gwiazdy) do nawet milionów stopni – na jego powierzchni. Tak zmiennym warunkom muszą sprostać urządzenia, które wysyłamy w kosmos. Wciąż jednak naukowcy opracowują nowe lub ulepszają istniejące materiały, by mogły sprostać tym niezwykle trudnym warunkom eksploatacyjnym i umożliwiły coraz dłuższą i niezawodną pracę urządzeń w przestrzeni kosmicznej.

    Jednym z takich materiałów jest „szkło metaliczne” (ang. Bulk Metallic Glass) oraz inne metale amorficzne. Materiały te mogą łączyć w sobie zalety ceramiki w kontekście odporności na ścieranie wraz z wytrzymałością większą od tytanu w temperaturach rzędu -100°C, a dzięki małej gęstości nie ma przeciwwskazań do zastosowania ich w technologiach kosmicznych. 

    Wiele znanych nam metali traci swoje właściwości w bardzo niskich temperaturach (poniżej -100°C) oraz wymaga smarowania elementów ruchomych, co sprawia, że wysyłanie urządzeń mechanicznych (np. łazików) na inne planety wiąże się z ich niską wytrzymałością, krótką eksploatacją oraz dodatkowym wydatkiem energii, by utrzymać wyższą temperaturę współpracujących ze sobą elementów mechanicznych (np. przekładni, łożysk itp.).

     

    nasa.gov

    Naukowcy z NASA już dziś starają się opracować przekładnie zębate zdolne do pracy w temperaturach zewnętrznych rzędu -170°C, bez potrzeby dodatkowego ogrzewania lub smarowania. Tego typu urządzenia mają szansę umożliwić zwiększenie ilości eksperymentów naukowych przeprowadzanych w trudnych warunkach ze względu na mniejsze zapotrzebowania na energię, niezawodność oraz zmniejszenie masy całego urządzenia.

    Amorficzne metale mają także zastosowanie w biomedycynie, technologiach MEMS, czy nanotechnologii, a dokąd jeszcze zaprowadzi nas ich rozwój odkryje przed nami przyszłość. 

    A Wy? Jakie technologie uważacie za przełomowe w kontekście eksploracji kosmosu? Dajcie nam znać!

    Więcej na ten temat możecie posłuchać w naszej rozmowie z Cyrusem. 

  • 9 narzędzi przydatnych przy projektach (nie tylko studenckich)

    9 narzędzi przydatnych przy projektach (nie tylko studenckich)

    W ramach cyklu, w którym pokazujemy Wam naszą pracę od kuchni, postanowiliśmy podzielić się z Wami narzędziami, które pomagają nam w codziennej pracy.

    Slack, Discord

    Narzędzie do komunikacji w zespole

    www.slack.comwww.discord.com

    Slack to popularny w wielu firmach komunikator. Umożliwia tworzenie tematycznych kanałów (prywatnych, jak i ogólnodostępnych), dzięki którym komunikacja jest bardziej uporządkowania. Slack posiada opcję dołączenia innych, popularnych aplikacji i np. połączenia do z dyskiem Google lub z innymi, zewnętrznymi narzędziami, dzięki czemu można wiele procesów zrealizować w jednym miejscu. Ciekawą opcją jest Slackbot, który można ustawiać tak, aby przypominał nam o zadaniach lub automatycznie wykonywał pewne czynności. Oczywiście, posiada opcję wiadomości prywatnych, połączeń głosowych i wideorozmów, dzięki czemu gorąco polecamy go do komunikacji w małych, jak i dużych projektach. Aplikacja na telefon pozwala nam na kontakt w dowolnym miejscu i czasie. Wygodne!

    Na podobnej zasadzie działa Discord, jednak my korzystamy ze Slacka.

    Trello, Asana

    Narzędzie do zarządzania zadaniami

    www.trello.comwww.asana.com

     

    Trello to narzędzie do zarządzania zadaniami. Pozwala tworzyć tematyczne tablice (np. dla poszczególnych projektów), a następnie rozpisać zadania w kilku układach. Przydatną opcją jest możliwość dodawania kategorii, osoby odpowiedzialnej, terminu końcowego (i przypomnień z tym związanych), podzadań czy załączania dodatkowych plików. Łatwo sprawdzić realizację wszystkich zadań w projekcie, czy np. sprawdzenie zadań przypisanych do siebie. Posiada wszystkie opcje potrzebne do zarządzania zespołem w projektach.

    Podobnym narzędziem jest Asana. My osobiście preferujemy Trello, ale ciekawym rozwiązaniem w Asanie jest możliwość generowania wykresów Gantta z zadań przypisanych do projektów (przydaje się to w wielu raportach).

     

    Canva

    Edytor grafik w wersji online

    www.canva.com

     

    Paint w wersji online na sterydach. Wiele szablonów, gotowych elementów, ikon i grafik pozwala tworzyć profesjonalne grafiki nawet bez talentu i doświadczenia jako grafik. Canva ma wbudowane np. formatki do plakatów, prezentacji, czy raportów, dzięki czemu ich edycja jest banalnie prosta – elementy graficzne są gotowe, należy tylko podstawić własny tekst czy obrazy. Z drugiej strony, świetnie sprawdza się do tworzenia grafika na Social Media, bo ma szablony w rozmiarach dostosowanych do różnych stron.

    My używamy jej do robienia grafik na nasze profile w mediach społecznościowych i z tego jest najbardziej znana, ale nie poprzestawajcie na tym! To narzędzie pozwoli łatwo podrasować Wasze prezentacje czy raporty. Będą wyglądały, jakby wyszły spod ręki grafika i to bez wysiłku. Sprawdźcie sami np. naszą prezentację z hackathonu ActInSpace. W ten sposób możecie zaimponować wykładowcom na zajęciach, czy jury na konkursie. 


    Tytułowy slajd naszej prezentacji z hackathonu ActInSpace (kliknij zdjęcie by zobaczyć więcej)

    Prezi

    Narzędzie do tworzenia prezentacji

    www.prezi.com

     

    Prezi to świetne narzędzie do tworzenia multimedialnych prezentacji. Ma wiele wbudowanych szablonów, które sprawią, że Wasza prezentacja nabierze dynamiki! Daje znacznie większe możliwości niż PowerPoint i jest działa online. Tym sposobem stworzycie prezentacje, które przykują uwagę wszystkich. To prosty przykład naszej prezentacji z konkursu:


    Kliknij zdjęcie by zobaczyć więcej

    Overleaf

    Edytor LaTeX działający online

    www.overleaf.com

    To edytor tekstów w wersji online, a w wersji pro. Większość naszych dokumentów powstaje przy użyciu LaTeXa. Daje większe możliwości edycji niż np. dokumenty Google i pozwala nam grupowo pracować nad dokumentami, które wyglądają profesjonalnie. Jeżeli nigdy nie pracowaliście na LaTeXie, może się to wydawać skomplikowane, ale istnieje wiele gotowych szablonów dokumentów, a w wyszukiwarce Google znajdziecie odpowiedzi na wszystkie wątpliwości związane z edycją – istnieje wiele poradników, kursów i artykułów na ten temat.

    Draw.io

    Narzędzie do tworzenia schematów i wykresów

    www.draw.io 

    To narzędzie, które pozwoli Wam stworzyć schematy i wykresy o dowolnej formie. Dzięki zaimplementowanym szablonom ułatwia tworzenie standardowych grafik. Dodatkowo działa online, więc łatwo jest potem wrócić do stworzonej pracy, aby ją np. edytować.

    StreamYard

    Narzędzie do nagrywania i streamowania

    www.streamyard.com

     

    StreamYard to narzędzie, które umożliwia nagrywanie i streamowanie na żywo materiałów na wiele platform naraz. Umożliwia dodanie własnego tła, podpisów, plansz i materiałów wideo, a w transmisji live zbiera komentarze ze wszystkich platform i pozwala na wyświetlanie ich na żywo! Dzięki temu w prosty sposób zrealizujecie transmisję, która będzie wyglądać profesjonalnie, a nie będzie wymagać Waszych umiejętności.

    Zobaczcie np. panel organizowany przez Polskie Towarzystwo Astrobiologiczne. Link

    https://youtu.be/KvbSvpRSGpA

  • Część II: Jak powstają nasze projekty?

    Część II: Jak powstają nasze projekty?

    Jak powstają nasze projekty?

    Część II – Baza na Marsie Dome

    Ostatnio opisaliśmy Wam, jak powstał nasz projekt miasta na Marsie. Dzisiaj opowiemy Wam o innym pomyśle, który realizowaliśmy w tym samym czasie. Praca przy nim wyglądała jednak zupełnie inaczej.  Dlaczego? Przeczytajcie długą historię krótkiego projektu.

    Zaczęliśmy pracować razem dla jednego projektu, jednak od kosmosu ciężko się uwolnić. Mars, Księżyc czy loty suborbitalne to niesamowicie ciekawe zagadnienia i z każdym kolejnym projektem zgłębiamy je bardziej, przy czym wciąż daleko nam do bycia ekspertami. Dlatego nic dziwnego, że kiedy będąc na finiszu projektu marsjańskiego miasta zobaczyliśmy konkurs na zaprojektowanie bazy na Marsie dla kilkudziesięciu osób, bez wahania się zgłosiliśmy.

    Pierwsze utrudnienia

    Przed nami stanęły dwa główne problemy. Pierwszym był krótki termin realizacji – deadline upływał za kilka tygodni. Drugi to inna forma – zamiast raportu z opisem technicznym musieliśmy przygotować plakat. Co więcej, liczba słów, która mogła się na nim znaleźć, była ograniczona. Byliśmy grupą inżynierów. Jak więc przekazać nasz projekt jedynie obrazem? W ten sposób rozpoczęła się nasza współpraca z Łukaszem, bez którego nie wyobrażamy sobie dziś żadnego projektu. To on odpowiedzialny jest za przepiękne wizualizacje naszych koncepcji.

    Pierwsze starcie

    Konkurs First Colony on Mars odbywał się w ramach Kuala Lumpur Architecture Festival i był typowym konkursem architektonicznym. Tym razem ważna była idea, co dla nas, jako typowych inżynierów, było trudne do zrozumienia. Projekt powinien być przemyślany, przeliczony i sprawdzony. Projektowanie ładnej wizualizacji bez wchodzenia w szczegóły techniczne? To było dla nas niewyobrażalne.

    Zaczęliśmy więc standardowo – od burzy mózgów. Wieczorne spotkanie w knajpce z planszówkami i rozmowa o tym, jak widzimy projekt przy partyjce gry o terraformacji Marsa. Jeden pomysł to baza, która się toczy (nienajlepszy pomysł – nawet na Ziemi nikt takiego domu nie stworzył i nie bez powodu), druga miała działać trochę na zasadzie żagla i przemieszczać się dzięki wiatrowi (abstrakcyjne przy marsjańskiej atmosferze :)), inna była super modułowa i jej konfiguracja miała być zmienna co jakiś czas (jakby życie na Marsie nie było wystarczające trudne i bez przenoszenia modułów z miejsca na miejsce). Świetne pomysły artystów kontra bardzo przyziemne podejście inżynierów. Nasze dyskusje były bardzo zażarte i zajęły nam kilka tygodni. Tak, dobrze pamiętacie – deadline na projekt upływał właśnie za mniej więcej tyle.

    DOBRA RADA

    Pierwszy projekt  potrafi być ciężki. Z jednej strony mierzycie się z nowym tematem, a z drugiej musicie zgrać się jako zespół. Dobrze jest spotkać się na początku w luźnej atmosferze (np. przy planszówkach) i porozmawiać o różnych pomysłach, problemach, koncepcjach i wnioskach. 

    Jak wyjść z impasu?

    W końcu musieliśmy podjąć twarde decyzje – został nam tydzień na złożenie plakatu – co robimy? Postanowiliśmy z jednej strony zrobić coś bardziej szalonego niż zwykła kopuła na Marsie, z drugiej – stworzyć projekt, który ma jakieś uzasadnienie techniczne. Tylko jak wypracować takie rozwiązanie? Dobra metoda to zorganizowanie się na jedno spotkanie ze ścisłym harmonogramem. Daliśmy sobie określony czas na dyskusję o projektach i założenie, że za kilkadziesiąt minut mówimy stop i realizujemy tą koncepcję, która jest najlepsza z wymyślonych. Presja czasu powodowała, że przestaliśmy godzinami dyskutować o różnych możliwościach, a skupiliśmy się na konkretach. Baza musi być dynamiczna, ale nie może się poruszać po powierzchni. Tak powstała koncepcja rozkładanych płatków. Kolejnym etapem było nadanie tej koncepcji sensu. W pierwszej wersji otwierały się jak kwiat, co było jednak nie najlepszym pomysłem – wygięty płatek zasłaniałby światło plus w jego wnętrzu zbierałby się marsjański pył. Kolejna część spotkania dotyczyła szybkiego rozwiązania tych problemów i uzasadnieniu naszej koncepcji. Pomyśleliśmy więc o tym, co by było, jakby płatki otwierały się od wewnątrz do zewnątrz. To było to. Nasza idea nabrała kształtu.

    DOBRA RADA

    Czasami trudno jest osiągnąć kompromis, który satysfakcjonuje wszystkie strony. Najlepszym wyjściem jest zasada “just enough”. Nie wszystko musi być idealne. Narzućcie sobie presję czasową, np. w ciągu godziny musimy dojść do porozumienia. Po pierwsze załóżcie, że choćby nie wiem co, za godzinę musicie wybrać jedno, końcowe rozwiązanie. Są dwa wyjścia. Albo presja czasu sprawi, że każda strona obniży wymagania i szybciej będziecie odrzucać (lub akceptować) pomysły, bez długich dyskusji i uda Wam się dojść do dobrego rozwiązania. W drugim wypadku nie uda Wam się wybrać jednogłośnie. Wtedy wybierzcie opcję, która przekonała najwięcej osób i zacznijcie ją zrobić.  Mówi się, że “done is better than perfect” i to prawda! Zrobiono projekt jest lepszy niż perfekcyjny pomysł, który nigdy nie powstanie. Poza tym bardzo często w trakcie pracy okazuje się, że wpadacie na rozwiązania, które z takiej sobie koncepcji zrobią świetny projekt.

    DOBRA RADA

    Jednogłośny wybór to zawsze problem. Jak my sobie z tym radzimy? Tradycyjne głosowanie nie zawsze jest dobrym pomysłem – zdanie większości sprawa, że odrzucamy nowe pomysły, bo każdy ma jakieś upodobania. Jak sobie z tym poradzić? My wybieramy pomysł nie na podstawie jego zalet (czy nam się podoba, czy nie, to nie jest ważne), ale wad. Wygrywa ten pomysł, który ma najmniej wad – bo dzięki temu będziemy mieli najmniej problemów w jego realizacji, a więc i projekt będzie lepszy (a to najważniejsze). Jest to dosyć obiektywne kryterium (bo możecie określić na początku, co jest dla Was ważne – czy cena, czy prostota, czy 7 innych czynników) i na tej podstawie wybrać projekt, w którym znajdziecie najmniej słabych punktów w ważnych dla Was kategoriach. I tak mimo świetnej wizji toczącej się kuli na Marsie, odrzuciliśmy to rozwiązanie (chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego), ale płatki działające pod wpływem temperatury miały sens i nie było większych sprzeciwów. 

    Szybka praca

    Mimo euforii związanej z wybraniem koncepcji (po kilku tygodniach) nasz entuzjazm hamował termin – zostało kilka dni na wysłanie projektu, a my nie mieliśmy nic. Nasza praca zbiegła się ze Świętami Wielkanocnymi. Pracowaliśmy więc zdalnie (godząc realizację projektu np. z normalną pracą) w dosyć szybkim tempie. Najpierw podzieliliśmy między siebie zadania i wyznaczyliśmy priorytety. Zaplanowaliśmy dwie wizualizacje (za dnia i nocy, aby pokazać działanie), kluczowe schematy (jak wygląda rozkładanie się płatków, plan 2D wnętrza) oraz główne opisy (zasada działania, wykorzystane materiały, idea). Wszystkie inne elementy były wpisane jako “nice to have” i zabierały się za nie osoby, które swoją część skończyły.

    Aby usprawnić pracę, umawialiśmy się na szybkie, dosłownie kilkuminutowe rozmowy) co kilka godzin, gdzie na bieżąco ustalaliśmy kolejne kroki, sprawdzaliśmy, na jakim etapie jesteśmy i podejmowaliśmy dalsze decyzje. W ten sposób w kilka dni przeszliśmy od zupełnego zera do gotowego projektu. Nie był idealny (chcieliśmy zrobić więcej wizualizacji wnętrza), ale był dobry i został wyróżniony w konkursie w ramach tzw. krótkiej listy (50 najlepszych projektów). Jak na pierwszy projekt poszło nam więc świetnie i po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że “done is better than perfect”.

    DOBRA RADA

    Mało czasu, dużo pracy? Zwinne zarządzanie projektami bardzo pomaga. Zaplanujcie swoją pracę w sprintach, tylko tym razem nie tygodniowo, jak w IT, ale kilkugodzinnych. I ponownie, W myśl zasady “done is better than perfect” zaplanujcie na każde zadanie określoną część czasu i to, co wykonacie w tym czasie będzie efektem końcowym danej części. Takie podejście pozwala krytycznie spojrzeć na zakres projektu (bo czasu jest niewiele) i maksymalne uproszczenie oraz skupienie się na absolutnych priorytetach.

    KILKA SCREENÓW Z PRACY NAD BAZĄ



    Idea powstaje na końcu

    Zwykle proces projektowania zaczyna się od inspiracji, z której tworzy się cały projekt. Projekt bazy Dome był wyjątkowy, bo zaczęliśmy od projektu, do którego stworzyliśmy ideę. I wszystko pasowało idealnie!

    Dome to idea bazy marsjańskiej wykorzystującej materiały z pamięcią kształtu. Koncepcja wykorzystuje znaczną dzienną amplitudę temperatur na Marsie, która sięga kilkudziesięciu stopni. Pod wpływem zmian temperatury w ciągu doby części kopuły w kształcie płatków odginają się w stronę środka bazy, dając dostęp do światła naturalnego i jednocześnie tworząc kopułę, która pozwala uzyskać dodatkową przestrzeń chronioną przed promieniowaniem. W nocy zaś płatki wracają na swoje miejsce i stają się dodatkową warstwą izolującą wnętrze bazy przed niskimi temperaturami w nocy. Dodatkowo po wewnętrznej stronie płatków znajdują się elastyczne panele słoneczne, dostarczające energię, a sam ruch płatków powoduje samoczynne oczyszczanie się paneli z marsjańskiego pyłu.

    Wykorzystanie materiałów z pamięcią kształtu pozwoliło przekuć znaczne dobowe różnice temperatur, jakie panują na Marsie, w zaletę. Co prawda ta technologia nie jest na ten moment tak rozwinięta, aby było to możliwe, ale był to z założenia projekt (i konkurs) futurystyczny, a mimo wszystko nasz pomysł był możliwy do wykonania, przy założeniu, że tą technologię rozwiniemy do żądanego stanu.

    DOBRA RADA

    Idea jest ważna w projekcie – pozwala zebrać cały projekt w jedną, spójną całość. Jeżeli jednak nie macie inspiracji i podeszliście do tego po inżyniersku, to nic straconego. Spójrzcie na swój projekt na sam koniec i pomyślcie, co Wam to przypomina, przy czym najlepiej się sprawdzi, kto mógłby najwięcej skorzystać Przeanalizujcie jeszcze gotowy projekt pod kątem zastosowania i okaże się, że możecie znaleźć jeden główny nurt. W ten sposób możecie stworzyć Waszą ideę. Taka inżynieria odwrotna w projekcie 🙂 

    Just do it

    Długie dyskusje są świetne, bo pozwalają dopracować rozwiązanie. Czasami jednak nie ma na to czasu lub zbyt długo nie jesteśmy w stanie dojść do konsensusu. Wtedy trzeba zastosować bardziej radykalne podejście. Najważniejsze jednak to określenie naszych priorytetów i spisanie elementów, które są absolutnie priorytetowe, a resztę zostawić na liście “nice to have”. Pozwala to cieszyć się skończonym projektem, bo zamiast patrzeć na rzeczy, których nie udało nam się dokończyć, widzimy skończony projekt z dużą ilością dodatkowych elementów poza tymi priorytetowymi. 

    Czasami czujemy się zrezygnowani, bo wiemy, że umiemy coś zrobić lepiej, ale trzeba brać pod uwagę czas i siły. I to, że nigdy nie osiągniemy ideału. Szklanka może być do połowy pusta, ale może być też pełna, dlatego zachęcamy do zmiany podejścia. Nie jest to łatwe, ale dzięki temu satysfakcja z wykonanego projektu jest większa, a co za tym idzie – rośnie motywacja do kolejnych.

    DOBRA RADA

    Traktujemy nasze projekty jako MVP, czyli Minimal Valueable Product. Pewnie kojarzycie to pojęcie ze środowiska startupowego. Przy tworzeniu nowych technologii uważa się, że jeżeli Twój projekt w momencie zaprezentowania go światu jest już skończony, to znaczy, że wypuściłeś go za późno. 

    Tak samo patrzymy na projekty. Wolimy zrobić więcej różnorodnych projektów, niż w nieskończoność ulepszać jeden. Jeżeli ktoś nam zaproponuje zbudowanie naszej bazy na Marsie, to z przyjemnością wrócimy do projektu i zamodelujmy każdą śrubkę. Na razie jednak nie jest to konieczne, więc w naszych koncepcjach schodzimy tylko do takiego poziomu szczegółowości, który według nas jest konieczny.


  • Część I: Jak powstają nasze projekty?

    Część I: Jak powstają nasze projekty?

    Jak powstają nasze projekty?

    Część I – Baza na Marsie Ideacity

    Jak powstają nasze projekty? Każdy inaczej, choć kilka elementów mają wspólnych. Postanowiliśmy uchylić Wam rąbka tajemnicy i w ramach tego cyklu pokazać kulisy powstawania wszystkich naszych projektów. Jeżeli jesteście ciekawi skąd bierzemy pomysły, jak wygląda proces tworzenia i co musimy zrobić, aby na końcu otrzymać piękną wizualizację, to ten cykl jest właśnie dla Was! Na pierwszy ogień idzie projekt, od którego wszystko się zaczęło…

    Początki Innspace

    Nasza grupa zawiązała się w jednym celu – chcieliśmy zaprojektować bazę na Marsie na konkurs organizowany przez The Mars Society. Bardzo długo nie mieliśmy nazwy ani żadnych profili w mediach społecznościowych, gdyż to miał być jednorazowy projekt. A jak wyszło, to już doskonale wiecie.

    Pierwsza była oczywiście kawa. Jak również rozmowa o tym, że The Mars Society organizuje konkurs na bazę marsjańską. Chwila rozmowy w początkowym małym gronie – Piotr, Magdalena i Justyna, i okazało się, że doskonale wiemy, jak taka baza powinna wyglądać, i byliśmy w tym zgodni. Był tylko jeden problem. Jak zająć się architekturą kosmiczną, skoro nikt z nas nie jest architektem? Tak chwilę później dołączyła do nas Beata i to był początek Innspace.

    Własny styl pracy

    Ideacity był specyficznym projektem i nadał kurs naszym przyszłym aktywnościom. Pewnie gdyby nie późniejszy sukces, nie ośmielilibyśmy się działać dalej w takiej formie, jaką przyjęliśmy. Mieliśmy kilka głównym problemów: część z nas znała się na kosmosie – to nie był pierwszy wspólny projekt, część na architekturze, ale nikt nie miał zielonego pojęcia o architekturze kosmicznej. Sytuację utrudniał fakt, że częste spotkania na żywo nie były możliwe, a na regularne spotkania online nie do końca mieliśmy czas. Dodatkowo, po raz pierwszy pracowaliśmy nad tak interdyscyplinarnym projektem w tak małym gronie. 

    Musieliśmy wypracować własny styl pracy. Mieliśmy już pomysł na projekt – ten powstał zanim jeszcze zgłosiliśmy się do konkursu. Pierwsze spotkanie było najważniejsze i miało na celu uzgodnienie założeń projektu, stworzenie SBSa, harmonogram projektu i podział zadań. Wydają się to oczywiste elementy, ale są kluczowe przy próbie pracy zdalnej nad nowym projektem.

    Beti i Piotrek pracujący nad Ideacity

    Beti i Piotrek pracujący nad Ideacity

    Krótki relaks między projektami!

    Madzia w czasie przerwy w pracy nad Ideacity

    Po pierwsze stworzyliśmy SBS, czyli System Breakdown Structure. Najprościej mówiąc, to schemat w formie drzewa, w którym od ogółu (systemu) do szczegółu (poszczególnych elementów) rozpisaliśmy wszystkie zagadnienia, które należało uwzględnić w projekcie. Poświęciliśmy temu najwięcej czasu, bo to była podstawa całego projektu i kluczowy element. Dlaczego? Pozwoliło nam to zobaczyć cały zakres projektu, a przez to oszacować ilość pracy, ułożyć harmonogram, podzielić zadania i pracować przez resztę projektu zdalnie nie martwiąc się, że na końcu nam czegoś zabraknie. Dodatkowo wykorzystaliśmy ten schemat do uporządkowania naszej burzy mózgów i wypisania nie tylko wszystkich zagadnień, ale też wszystkich potencjalnych sposobów ich rozwiązania.

    DOBRA RADA
    Do pierwszego SBSa warto wykorzystać karteczki typu post-it. Dzięki temu praca nad schematem jest bardziej elastyczna, bo można dowolnie je grupować i rozpisywać na coraz mniejsze części, doklejając kolejne karteczki, można wyróżniać też poszczególne zagadnienia kolorami. Nie martwimy się wtedy brakującą przestrzenią i nie musimy kreślić, jeżeli zmienimy zdanie. Przygotujcie sobie spory zapas karteczek! Zużywa się ich naprawdę dużo!
     
    Dzięki takiemu projekty przestają być wielką niewiadomą i nabierają kształtów.  W ten sposób podchodzimy do dziś do wszystkich projektów. Nawet jeżeli nie wiemy, jak coś zrobić, to wiedza, co jest do zrobienia i gdzie są potencjalne problemy, to dobry początek. Znając zakres projektu, wiedząc, gdzie mamy braki, a więc które elementy zajmą nam więcej czasu i mając wypunktowane wszystkie elementy, możemy tworzyć bardziej szczegółowe założenia projektu, dzielić zadania i określać harmonogram.

    SBS

    Jak się do tego zabrać? 

    Potrzebujecie dużą powierzchnię – my korzystaliśmy z brystolu lub starych, pustych z jednej strony plakatów. Staraliśmy się na początku wypisywać różne zagadnienia i rozbijać je na drobne elementy, bez oceniania i bez martwienia się, czy dobrze je pogrupowaliśmy. Przykład? Surowce – pozyskane z regolitu, wydobyte spod powierzchni, pozyskane z atmosfery, pozyskane z asteroid. Albo energia i różne sposoby pozyskania energii, takie jak energia wiatrowa, jądrowa, itp. Każdy kolejny element powodował, że wpadaliśmy na inne problemy, systemy czy koncepcje, które mogły znaleźć zastosowanie w projekcie. Zaczęliśmy też dostrzegać połączenia pomiędzy elementami i w ten sposób pogrupowaliśmy nasz projekt w systemy, które podzieliliśmy między sobą. Beata zajęła się kwestiami związanymi z architekturą i planowaniem przestrzennym, jak też i częścią mieszkalną, Magdalena część “bio” – czyli wszystko, co wiązało się z żywymi organizmami, jak podtrzymywanie życia, uprawy, żywienie, czy wykorzystanie alg do wytwarzania powietrza oraz jako pożywienie. Piotr zajął się podstawowymi kwestiami technicznymi, czyli zapewnieniem podstawowego działania bazy: surowce, energia, paliwo, transport czy automatyzacja, a Justyna zaplanowała działanie bazy od środka, czyli strefę przemysłową, ale też kwestie społeczne, związane z pracą, edukacją czy wzajemnymi relacjami mieszkańców bazy.

    DOBRA RADA
    Praca zdalna nad projektem jest dużo łatwiejsza i dużo bardziej efektywna, kiedy ma dobrze określone założenia. Opracujcie więc wszystkie elementy, które wymagają współpracy wielu osób. Szczegóły poszczególnych systemów mogą być już opracowane osobno. Dla nas takim elementem był układ miasta i cały zamysł, do którego potrzebowaliśmy znać m.in. powierzchnie wszystkich innych systemów. 
     
    Dzięki temu później, jeżeli każdy trzyma się pierwotnych założeń, to projekt dalej będzie spójny, bo pozostałe elementy nie wpływają znacznie na siebie. Ciągła komunikacja jest jednak ważna. Ustalcie na samym początku, że jeśli ktoś w trakcie swojej pracy zahacza w jakiś sposób o obszar innej osoby, to od razu ją poinformuje o tym. Pozwala to szybciej wychwycić ewentualne rozbieżności i ustalić

    Co dalej?

    Kolejne kroki były proste. Mieliśmy już dokładnie rozpisane założenia projektu (i co ciekawe niewiele się zmieniły do końca) oraz podzielone zadania. Daliśmy sobie kilka tygodni na porządny research i przez ten czas pracowaliśmy osobno. Tutaj przydatna okazała się konwersacja grupowa na Facebooku, gdzie w razie wątpliwości lub kiedy wpadliśmy na świetny pomysł, od razu wrzucaliśmy to zagadnienie na forum i mogliśmy szybko podejmować decyzje.

    Nasza praca przebiegała dwutorowo. Część zagadnień była niezależna od innych, tzn. musiała być zgodna z pierwotnymi założeniami, ale np. już szczegóły pozyskiwania energii opracowane przez Piotrka nie miały wpływu na pracę Magdy nad uprawą roślin. Jedyną informacją, która musiała przepłynąć, był obszar upraw i szacowana ilość energii. Było to potrzebne do szczegółowych obliczeń. Dlatego jako komunikator wybraliśmy Messenger, który pozwalał na efektywne przekazywanie sobie nawzajem, jakie informacje są nam niezbędne i późniejsze odpowiedzi zwrotne. Mieliśmy więc dosyć szybko zebrane podstawowe dane – jak rozwiązujemy problemy w każdym z systemów, ile miejsca musimy zarezerwować, jakie jest zapotrzebowanie na różne zasoby i jaka jest wydajność wszystkich systemów oraz inne, ważne szczegóły.

    Ułożenie miasta

    Kolejnym etapem było przełożenie zebranych wiadomości na wygląd samego projektu. To był etap najbardziej pracowity dla Beaty. Chcieliśmy, aby baza była zoptymalizowana pod kątem transportu ludzi i materiałów, a to wymagało działania grupowego. Musieliśmy przeprowadzić wiele krótki calli w mniejszej lub większej grupie, podczas których rozwiązywaliśmy problemy, jakie podczas planowania miasta na Marsie napotkała Beata. Moment, w którym zamknęliśmy układ miasta, to był moment, w którym na dłuższą chwilę oderwaliśmy się od projektu na rzecz kilku innych.

    DOBRA RADA

    Jeżeli macie krótki czas na zrealizowanie jakiegoś projektu, to świetnym sposobem jest zrealizowanie małego hackathonu i zebranie całej grupy na dwa dni w jednym miejscu z założeniem intensywnej pracy. Dużo łatwiej jest się zmotywować do pracy mimo zmęczenia, kiedy jest się razem. Sama praca idzie dużo szybciej, bo wszelkie problemy można rozwiązać wspólnie. To nasz ulubiony sposób pracy nad projektami, choć nie zawsze możliwy. Ostatecznie naszym największym problemem było skrócenie raportu, gdyż zajął nam znacznie więcej niż dozwolony limit stron. Jednak cały projekt udało się wysłać w 24h przed deadlinem. 

    Ostatni hackathon

    Ideacity nie był jedynym naszym projektem. Wspólna praca spodobała nam się na tyle, że w międzyczasie zgłosiliśmy się do innych konkursów i to one zajęły nam czas. Do Ideacity wróciliśmy w ostatni weekend przed deadlinem. Nienajlepszy pomysł, ale to był nasz jedyny wolny czas :). Projekt rozpoczęliśmy dwudniowym spotkaniem, podczas którego opracowaliśmy wszystkie założenia i zakończyliśmy go w podobny sposób (tylko zdalnie). Mieliśmy odpalonego wspólnego Meeta przez całe dwa dni i przez te 48 godzin napisaliśmy końcowy raport. Jednocześnie co jakiś czas (czasami co 2 godziny, czasami co pół, w zależności od tego, nad czym pracowaliśmy) mieliśmy krótkie rozmowy, podczas których rozwiązywaliśmy bieżące problemy i podejmowaliśmy ostatnie decyzje związane z wyglądem raportu czy treścią (limit 20 stron to zdecydowanie za mało!). To pozwalało też motywować się do dalszej pracy nasz raportem mimo zmęczenia. Taka technika pomodoro w wersji Innspace 😀

    Nie mieliśmy jednak obawy, że nie zdążymy – nasz projekt był opracowany, a ostatnie dwa dni spędziliśmy tylko na przelaniu go na papier i tworzeniu ostatnich, brakujących schematów (bardziej skomplikowane przygotowaliśmy wcześniej).

    DOBRA RADA
    Nasze projekty piszemy w LaTeXie. LaTeX to oprogramowanie do składania tekstów. Aby uprosić sobie pracę, korzystamy z Overleafa, czyli edytora działającego w chmurze. Pozwala on trzymać nasze dokumenty online i pracować na nich jednocześnie. Dlaczego te programy? Dokumenty wyglądają znacznie lepiej, dużo prościej jest zoptymalizować objętość i łatwo się go formatuje (chociaż najprawdopodobniej fani Word nie zgodzą się z nami). Co prawda, nie jest to tak intuicyjne narzędzie, jak właśnie Word, ale daje dużo większe możliwości, zwłaszcza w porównaniu do innych narzędzi online, jak Google Docs. Zaletą jest również to, że teraz wszystkie nasze raporty możemy przechowywać na jednym koncie. 
     

    Kolejne kroki

    Mijały kolejne miesiące, a my otrzymywaliśmy kolejne dobre informacje – najpierw o zakwalifikowaniu się do półfinału, a następnie do finału. Dlatego postanowiliśmy dopracować nasz projekt i z jednej strony stworzyliśmy szczegółowe schematy, które nie zmieściłyby się w raporcie, ale były świetne do prezentacji finałowej, a z drugiej strony do zespołu dołączył Łukasz, który przygotował świetną wizualizację naszego projektu. Tym sposobem dopracowaliśmy przed finałem nasz projekt do poziomu, w którym byliśmy z niego zadowoleni. Przy okazji, aby wykorzystać dodatkowe materiały, zgłosiliśmy się na konferencję Mars Society Convention (podczas której odbywał się finał konkursu) i zaprezentowaliśmy tam trzy tematy związane z naszą bazą.

    DOBRA RADA
    Praca zdalna nad projektem jest dużo łatwiejsza i dużo bardziej efektywna, kiedy ma dobrze określone założenia. Opracujcie więc wszystkie elementy, które wymagają współpracy wielu osób. Szczegóły poszczególnych systemów mogą być już opracowane osobno. Dla nas takim elementem był układ miasta i cały zamysł, do którego potrzebowaliśmy znać m.in. powierzchnie wszystkich innych systemów. 
     
     Warto wykorzystać swoją pracę na wiele sposobów. Oprócz stworzenia projektu i wysłania raportu na konkurs warto przedstawić go np. na konferencji. Dzięki temu z Waszą pracą zapozna się więcej osób, a Wy zdobędziecie ceny feedback po prezentacji oraz dodatkowe punkty do grantów albo stypendium. My przedstawiliśmy swoją pracę na Mars Society Convention. Na swojej stronie internetowej marspaper.org zbierają wszystkie publikacje od wielu lat. Nawet dzisiaj zdarza się, że co jakiś czas kontaktują się z nami osoby, które właśnie tam znalazły nasz projekt i kontaktują się z nami z różnymi propozycjami.

    Jeżeli jesteście ciekawi szczegółów technicznych naszych projektów, to możecie znaleźć je pod poniższymi linkami:

    Society on Mars based on the example of Ideacity project

    Space industry on the example of Ideacity project

    Urban planning in space on the example of Ideacity project

     

  • “Houston, mamy problem”, czyli o wypadkach w kosmosie słów kilka

    “Houston, mamy problem”, czyli o wypadkach w kosmosie słów kilka

    Houston mamy problem – ile razy słyszeliście ten zwrot w filmach czy życiu codziennym? Pewnie sporo, gdyż zwrot ten na stałe wszedł do popkultury. Używany jest w momencie sygnalizacji nieprzewidzianego problemu. Skąd się wzięło to powiedzenie? Kim jest ten cały Houston? O tym i o innych nieprzewidzianych problemach w kosmosie słów kilka.

    Apollo 13

    Houston, We’ve Had a Problem – tymi słowami załoga misji Apollo 13 oznajmiła problem z kapsułą załodze kontrolującej lot na ziemi. Lot kosmiczny monitoruje z ziemi kilkanaście a nawet kilkadziesiąt osób. Dbają one o poprawny przebieg lotu oraz reagują w razie nieprzewidzianych komplikacji. Centrum lotów kosmicznych znajduje się w Houston w Teksasie, a jednym z jego działów jest Centrum Kontroli Misji odpowiadające za koordynację i monitoring wszystkich załogowych lotów kosmicznych, odbywających się na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Misja Apollo 13 miała być trzecią misją z lądowaniem na księżycu programu Apollo. Start odbył się 11 kwietnia 1970 roku. Statek z trzyosobową załogą poprawnie opuścił orbitę ziemską i wszedł na trajektorię do księżyca. Tuż przed 56 godziną lotu Kontrola Misji poprosiła załogę o włączenie mieszacza w zbiornikach ciekłego tlenu i wodoru. Operacja ta była ważna ze względu na wyrównanie gęstości cieczy w zbiornikach, aby prawidłowo odczytać ich ilość. Po włączeniu zasilania silnika mieszacza załoga usłyszała głośny huk. W skutek uszkodzenia izolacji na przewodach silnika, doszło do jej zapłonu, co spowodowało wzrost ciśnienia oraz wybuch zbiornika nr 2 z tlenem. Zbiornik nr 1 nie został uszkodzony ale połączenie między zbiornikiem nr 1 i zbiornikiem nr 2 zostało uszkodzone. Doprowadziło to do wycieku tlenu z obu zbiorników. Dodatkowo wstrząs spowodował zamknięcie się zaworów dostarczających paliwo do silników korekcyjnych.

    Kapsuła z powodu braku paliwa w części silników nie mogła zostać automatycznie ustabilizowana. Statek znajdował się w połowie drogi do księżyca. Uszkodzenia objęły również ogniwa paliwowe modułu serwisowego. Moduł dowodzenia przełączył się na zasilanie z baterii, jednak ilość energii była niewystarczająca aby zasilić kapsułę przez cały czas trwania lotu. Dwoje kosmonautów przeniosło się do modułu księżycowego. Manewr zmiany trajektorii na powrotną na Ziemię odbył się za pomocą asysty grawitacyjnej księżyca oraz silnika rakietowego lądownika księżycowego. Po 142 godzinach i 54 minutach misji kapsuła wodowała na Pacyfiku. Podczas lotu, z powodu awarii, wystąpiły problemy z ilością wody, CO2 w powietrzu, czy ilością energii potrzebnej do ponownego uruchomienia modułu dowodzenia. Jednak dzięki współpracy obsługi naziemnej, oraz działaniom pierwotnego pilota modułu dowodzenia, który został wykluczony z misji z powodu podejrzenia zachorowania na różyczkę, udało się bezpiecznie sprowadzić załogę na ziemię. Na podstawie tych wydarzeń powstał film.

    Challenger

    Mniej szczęścia miała załoga misji STS-51-L. Była to 25 misja programu lotów wahadłowców oraz 10 misja promu Challenger. Zakończyła się ona katastrofą 28 stycznia 1986 r. Wahadłowiec rozpadł się na wysokości około 14,5 km w 73 sekundzie trwania lotu. Aby w pełni zrozumieć przyczyny katastrofy, należy się cofnąć do wydarzeń na kilka dni przed startem. Pierwotnie był on planowany na 22 stycznia, jednak opóźnienia wcześniejszej misji, zła pogoda w miejscu zapasowego lądowiska, czy problemy z włazem wejściowym spowodowały kolejne przesunięcia startu do 28 stycznia. 

    Prognozy zapowiadały rekordowo zimny poranek w dniu startu. Wieczorem dzień przed startem odbyła się konferencja między firmą odpowiedzialną za dostawę rakiet Morton Thiokol a NASA. Kilku inżynierów wyraziło obawy dotyczące wpływu temperatury na gumową uszczelkę znajdującą się w dodatkowych rakietach na paliwo stałe. Twierdzili, że w temperaturze poniżej 11,7 °C nie ma gwarancji co do właściwych właściwości uszczelki. Ich uwagi zostały oddalone przez menedżerów firmy, którzy zarekomendowali przygotowania do startu według procedury. 

    Start odbył się o godzinie 12:39 czasu lokalnego. Analiza nagrań ze startu wykazała że w T+0,678, że przy końcu prawej rakiety dodatkowej pojawił się  czarny dym. Ustalono, że wskutek drgań własnych oraz ciśnienia przy zapłonie, metalowe części rakiety odkształcały się, a uszczelka typu typu O-ring mająca za zadanie wypełnić powstałe szczeliny nie zadziałała. Gorące gazy o temperaturze ok 2760 °C, buchając przez powstałą szczelinę, spowodowały sublimację uszczelek. Szczelina została jednak tymczasowo uszczelniona przez tlenek glinu powstały w skutek spalania paliwa stałego. 

    Kilkanaście sekund później w T+37 wahadłowiec doświadczył, przez kolejne 27 sekund, działania wiatrów silniejszych niż wszystkie, z którymi mieli wcześniej do czynienia. Wibracje, które powstały na skutek działania oporów aerodynamicznych oraz siły wiatru, spowodowały wyrzucenie tlenku glinu, który uszczelniał szczelinę. W T+58,788 zaobserwowano pióropusz ognia wydobywający się z rakiety dodatkowej, który skierowany był na zbiornik główny wahadłowca. 

    W ciągu niespełna 6 sekund nastąpiło przepalenie poszycia zbiornika głównego, co zaowocowało wyciekiem ciekłego wodoru. Komputer wahadłowca próbował utrzymać kurs, zmieniając położenie dysz głównych silników, które miały równoważyć dodatkowy ciąg spowodowany przez gaz wydobywający się ze zbiornika. W T+72,284 nastąpiło oderwanie prawej dodatkowej rakiety od dolnego mocowania, a niespełna sekundę później obudowa położonego u dołu zbiornika ciekłego wodoru w zbiorniku głównym uległa uszkodzeniu i pod wpływem siły odrzutu wpadła w zbiornik z ciekłym tlenem. 

    W tym samym momencie rakieta dodatkowa obróciła się i uderzyła w poszycie między zbiornikami wewnątrz zbiornika głównego. Doprowadziło to do zmienienia położenia promu i gwałtownej zmiany właściwości aerodynamicznych, które spowodowały rozerwanie promu. Konstrukcja promu doznała przeciążeń wynoszących nawet 20g. Uszkodzenie uszczelki przypisano błędowi projektowemu, ponieważ jej właściwości były zbyt zależne od warunków zewnętrznych. W czasie startu panowały niskie temperatury zewnętrzne, które spowodował,y że materiał z jakiego został wykonany O-ring przeszedł do stanu szklistego, przez co w chwili, gdy miał on się odkształcić i uszczelnić miejsce łączenia w rakiecie, nie zrobił tego. Przez powstałą szczelinę została wydmuchana pasta uszczelniająca, która chroniła O-ringi przez wysoką temperaturą. Na wskutek działania wysokiej temperatury zostały one zniszczone.

    Rosyjski program kosmiczny

    Katastrofy nie ominęły również rosyjskiego programu kosmicznego. Misja Soyuz 1 odbywająca się w kwietniu 1967 r, dwa miesiące po wypadku podczas testów kapsuły Apollo, miała zostać zrealizowana wraz z Soyuzem 2. Głównym celem był spacer kosmiczny i przejście astronautów z Soyuza 2 do Souzya 1. Miał to być kolejny, po pierwszym człowieku w kosmosie, tryumf radzieckiego programu kosmicznego. 

    Pierwsze problemy zaczęły się po osiągnięciu przez statek Soyuz 1 zaplanowanej orbity. Jeden z paneli słonecznych nie rozwinął się prawidłowo, co spowodowane było zaplątaniem się w jeden z elementów statku. Był on odpowiedzialny za zasilanie systemu odpowiadającego za regulację cieplną kapsuły. Jednocześnie na skutek zapotnienia czujnika systemu orientacji statek nie mógł się ustawić we właściwej pozycji. Część systemów zaczęła się przegrzewać ze względu na brak energii. Następnie przestał działać wysokościomierz. Kosmonauta wprowadził pojazd w ruch obrotowy, aby odblokować panel. Nie udało się jednak rozwiązać problemu, a co gorsza pojazd zaczął koziołkować w trakcie piątego okrążenia. Centrum dowodzenia wydało polecenie zakończenia lotu przy szesnastym okrążeniu oraz przerwania przygotowywań do startu Soyuza 2. Ze względu na trudności ze stabilizacją, nastąpiło to dopiero podczas osiemnastego okrążenia. 

    Awaria czujnika ciśnienia atmosferycznego spowodowała, że nie otworzył się spadochron główny. Otworzył się niewielki spadochron hamujący. Astronauta próbował uruchomić ręcznie spadochron zapasowy, jednak znalazł się w cieniu geodynamicznym spadochronu hamującego i nie został wyciągnięty. Pozbawiony możliwości hamowania kapsuła uderzyła o ziemię z prędkością 50 m/s. Przy uderzeniu wybuchły rakiety hamujące wywołując pożar, który do reszty strawił wrak. 

    W tamtym okresie porażki tuszowano jednak z dokumentów, które ujawniono w późniejszym czasie ustalono, że start odbył się pod naciskiem najwyższych przywódców państwa, pomimo wykrycia licznych nieprawidłowości. Zaobserwowano usterki w poprzednich trzech lotach modułu typu Soyuz, a także znaleziono 200 błędów konstrukcyjnych. Prawdopodobną przyczyną wypadku było zbyt silne upakowanie spadochronu oraz zbyt duża różnica ciśnień wewnątrz i na zewnątrz lądownika. Późniejsze sprawdzenie Soyuza 2 wykazało, że podobny błąd znaleziono również i w jego systemie otwierania spadochronów.

    Czasy współczesne

    Również w obecnych czasach zdarzają się niebezpieczne sytuacje. Najnowsza awaria podczas lotu załogowego zdarzyła się podczas 10 misji Soyuza MS. 11 października 2018 podczas separacji jeden z boosterów pierwszego stopnia rakiety nie uwolnił się z górnego mocowania, co spowodowało kolizję z drugim stopniem rakiety. Lot został przerwany, a astronauci przy pomocy rakietowego systemu ratunkowego zostali bezpiecznie ewakuowani ze strefy zagrożenia. Kapsuła wylądowała około 400 km od miejsca startu.

    Przytoczone zostało kilka z, na szczęście niewielu, wypadków podczas załogowych lotów kosmicznych. Obecnie projektowane kapsuły, takie jak DragonCrew firmy SpaceX, poddawane są rygorystycznym testom, które mają przetestować kapsułę tak, aby wypadki nie zdarzały się, a w sytuacji awaryjnej załoga bezpiecznie wróciła na Ziemię.

  • Innspace na podium konkursu Mars Colony Prize

    Innspace na podium konkursu Mars Colony Prize

    Pomysł na idealne miasto na Marsie stworzony przez Innspace w finale konkurs

    Projekt samowystarczalnej kolonii marsjańskiej dla 1000 osób o nazwie Ideacity zakwalifikował się do półfinału konkursu Mars Colony Prize, organizowanego przez The Mars Society. Ze 100 nadesłanych zgłoszeń jury wybrało 25 najlepszych, które zostaną opublikowane w książce „Mars Colonies: Plans for Settling The Red Planet”. Następnie wybrał z nich najlepszą 10-tkę, która będzie walczyć o zwycięstwo w finale w USA. Wśród projektów na podium z 5. miejscem znalazł się projekt grupy Innspace o nazwie Ideacity.

    Ideacity

    Stworzenie na Marsie kolonii, która zapewni mieszkańcom tak samo dobre warunki, jak Ziemia, nie jest proste. Przeszkodą jest nie tylko technologia, ale i funkcjonowanie marsjańskiego społeczeństwa” – Piotr Torchała, konstruktor.

    Projekt Ideacity wykorzystuje koncepcję miasta idealnego. Główne założenia naszego miasta to krótkie odległości (miasto mieści się na planie sześciokąta o boku 400 m), centrum będące głównym punktem całej kolonii oraz stworzenie sieci zarówno podziemnych tuneli, które pozwolą poruszać się po mieście bez narażania się na zewnętrzne warunki, jak i dróg na powierzchni, umożliwiający ruch pojazdów z ładunkami na powietrzni. Bliżej centrum znajdują się budynki przeznaczone do codziennego funkcjonowania, zabudowania przemysłowe ulokowane są na zewnętrznej części miasta. Większość zabudowy znajduje się pod ziemią, co pozwala chronić mieszkańców przed promieniowaniem. 

    Wszystkie aspekty

    Sam układ miasta to już końcowa część projektu. Aby móc je dobrze zaplanować, musieliśmy najpierw dokładnie zastanowić się, co powinno się w nim znajdować. Rozpatrzyliśmy pozyskiwanie i przetwórstwo surowców, przemysł wytwórczy, wytwarzanie energii, gospodarkę komunalną, systemy podtrzymywania życia, czy również rolnictwo. Naszym celem było przypisanie każdemu budynkowi konkretnej roli i zaprojektowanie go w taki sposób, aby odpowiadał zastosowaniu. Zajęło nam to sporo czasu – w naszej bazie jest ponad 100 budynków, ale było to konieczne, aby móc zoptymalizować kolonię. 

    “Wielokrotnie poprawialiśmy nasz projekt. Kolejne analizy pozwalały nam dopracować wszystkie ścieżki. Dzięki temu przepływ zarówno ludzi, jak i ładunków na terenie kolonii jest zoptymalizowany.” – Beata Suścicka, architekt w projekcie.

    Ważnym punktem było maksymalne zautomatyzowanie bazy. “Ze względu na ograniczoną ilość osób w kolonii (1000) i konieczność samowystarczalności, musieliśmy tak zaprojektować kolonię, aby uniezależnić możliwie dużo aspektów od człowieka.” – Andrzej Reinke, odpowiedzialny za automatyzację kolonii. Uważamy, że mieszkańcy przyszłej kolonii powinni maksymalnie skupić się na tworzeniu przyszłości, badaniach i rozwoju bazy, a nie zajmować się pracami, do których moglibyśmy wykorzystać roboty czy sztuczną inteligencję. 

    Jednym z głównym problemów było przeżycie ludzi w bazie. “Zaproponowaliśmy działanie systemów podtrzymywania życia. Ważnym punktem było rozważenie marsjańskiej diety i sposobów wytworzenia pożywienia. Zdecydowaliśmy się na dietę roślinną, a same uprawy zajmują znaczną część naszego miasta.” – Magdalena Kubajewska, odpowiedzialna kwestie związane z przeżyciem mieszkańców.

    Nie tylko budowa, ale i funkcjonowanie

    Strona techniczna projektu to jednak tylko 40% punktów. Nasz projekt musiał uwzględniać także kwestie ekonomiczne, ustrój polityczny i system zarządzania kolonią, zagadnienia społeczne i kulturalne, czy wreszcie estetykę kolonii.

    “To właśnie ta część zajęła nam najwięcej czasu, ale też była najciekawszą częścią projektu. Wydaje się, że idealny system nie istnieje, stąd rozważania, jak taka marsjańska kolonia powinna działać, to były niekończące się dyskusje” – mówi Justyna Pelc, lider projektu.

    Grupa Innspace

    Przydatne linki:

    Ogłoszenie i zasady konkursu

    Link do ogłoszenia finalistów

  • Zwycięstwo w konkursie Student Aerospace Challenge

    Zwycięstwo w konkursie Student Aerospace Challenge

    Projekt polskich studentów zwycięzcą konkursu Student Aerospace Challenge

    Zwycięzca dwunastej edycji Student Aerospace Challenge został wyłoniony 6 czerwca w Paryżu podczas finału konkursu organizowanego przez The Astronaute Club Européen (ACE). Najwyższą nagrodę, czyli Grand Prix ufundowane przez Europejską Agencję Kosmiczną, zdobyła wrocławska drużyna Innspace za projekt 6-osobowej kabiny załogowej przystosowanej do lotów suborbitalnych.

    Choć granicę kosmosu przekroczyło dotychczas tylko kilkaset osób, to kosmiczna turystyka staje się coraz bardziej popularnym tematem. Nie powinno więc dziwić rosnące zainteresowanie tematyką lotów suborbitalnych, które w przyszłości mogą zrewolucjonizować nasze myślenie o transporcie.

    Co to takiego?

    Lot suborbitalny jest jednym z rodzajów lotu kosmicznego, w którym wystrzelony pojazd (statek kosmiczny) osiąga przestrzeń kosmiczną, ale przez wzgląd na trajektorię nie jest on w stanie dokonać pełnego obrotu orbitalnego. W przypadku obiektu wystrzelonego z Ziemi, po przekroczeniu minimum 100 km n.p.m. (przyjętej linii Kármána) spada on z powrotem na Ziemię.

    Loty suborbitalne są dużo prostsze do zrealizowania niż lot na Marsa czy na Księżyc, wymagają mniejszych nakładów i wiążą się z dużo mniejszym niebezpieczeństwem. Jednocześnie pozwalają przekroczyć umowną granicę kosmosu, doświadczyć stanu nieważkości i spojrzeć z góry na naszą planetę.

    Projekt kabiny załogowej

    Do tegorocznej, trzynastej już edycji konkursu zgłosiło się 36 drużyn z całej Europy. Każdy zespół mógł wybrać do rozpatrzenia jedno z 10 zagadnień, związanych z lotami suborbitalnymi, obejmujących m.in. strukturę samolotu, napęd, a nawet aspekty prawne takich lotów. Wrocławska grupa, składająca się z 4 osób – Beaty Suścickiej, Magdaleny Łabowskiej, Justyny Pelc i Piotra Torchały, zajęła się problemami związanymi z kabiną załogową i jej wyposażeniem.

    Zespół Innspace

    Kabina załogowa to według nas najciekawsze wyzwanie, gdyż wymaga kompleksowego podejścia. Z jednej strony musi zapewniać bezpieczeństwo, z drugiej strony pozwalać na pełne doświadczenie możliwości, jakie dają loty suborbitalne. Jeżeli dołożymy wymagania prawne, kwestie finansowe i do tego oczekiwania klientów, zadanie staje się bardzo trudne.” – mówi Piotr Torchała, konstruktor w zespole Innspace.

    Zwycięski projekt

    “Temat ten pozwolił nam na wykorzystanie wiedzy zdobytej przez nas w poprzednich projektach – łazika, lądownika, czy bazy marsjańskiej.” – dodaje Magdalena Łabowska, odpowiedzialna za systemy pokładowe.

    Grupa stworzyła model 3D kabiny, uwzględniający wszystkie aspekty oraz zaproponowała elementy systemów pokładowych (takich jak system podtrzymywania życia czy systemy rozrywki pokładowej).

    Jak twierdzi Beata Suścicka, członek zespołu: “Postanowiliśmy też zająć się niektórymi szczegółami naszego projektu, takimi jak np. schowek czy mocowanie tabletu. Chcieliśmy pokazać, że rozpatrzyliśmy nie tylko ogólny model kabiny”.

    Finałowe zmagania

    W samym finale zmierzyło się 14 drużyn z całej Europy. Projekt został doceniony za jury, którzy podkreślili dobre przygotowanie merytoryczne do projektu oraz wartość dodaną, jaką do tematyki samolotów suborbitalnych wniósł projekt. W nagrodę zespół poleci w listopadzie do Belfastu zaprezentować swój projekt na branżowej konferencji.

    Projekt kabiny ze złożonymi krzesłami

    Ogromnie się cieszymy z tego wyróżnienia. To był nasz pierwszy kontakt z tym konkursem, jak i całą tematyką lotów suborbitalnych, więc tym bardziej jesteśmy dumni z rezultatu” – mówi lider projektu, Justyna Pelc.

    Zespół dotychczas zaangażowany był w projekty związane z Marsem. W ostatnim czasie m.in. zakwalifikowali się do półfinału konkursu Mars Colony Prize, polegającym na zaprojektowanie 1000-osobowej kolonii marsjańskiej.

    Projekt kabiny

    O samych lotach suborbitalnych można przeczytać więcej w artykule stworzonym przez członków grupy: http://innspace.develop.ant-web.pl/loty-suborbitalne/.

    Zespół Innspace
  • Marsjańska wystawa we Wrocławiu

    Marsjańska wystawa we Wrocławiu

    Od 25 maja co 2 czerwca w Pasażu Grunwaldzkim można odwiedzać kosmiczną wystawę poświęconą Czerwonej Planecie o nazwie Kryptonim Mars. Odwiedzający mogą poczuć się jak pierwsi astronauci i dowiedzieć się więcej o Marsie i jego eksploracji.

    Wyjątkowa – bo interaktywna – wystawa, która spodoba się zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Organizatorzy zabiorą odwiedzających w kosmiczną podróż, która zaczyna się przy ponad 3-metrowej rakiecie. Posłuchać można o budowie statków kosmicznych, zagrożeniach czyhających w kosmosie i samym locie na Marsa, który trwać będzie ok. 6 miesięcy!

    Kolejnym przystankiem są ogromne namioty, które skrywają wnętrze lądownika marsjańskiego i symulację pierwszej bazy na Marsie. To tu dowiedzieć się można, co znajduje się w lądowniku, dlaczego astronauci muszą ćwiczyć i jak reaguje nasze ciało na kosmiczne warunki.

    W bazie natomiast posłuchać można o marsjańskiej diecie oraz sprawdzić, czy ciężko byłoby być astronautą na Marsie i wykonać przygotowaną misję. 


    Znajdź nas!

    W przygotowaniu wydarzenia od strony merytorycznej pomagała członkini naszej grupy – Justyna Pelc! Justyna jest również przewodnikiem po terenie wystawy, więc kosmiczna przygoda jest gwarantowana.

    Cała przygoda kończy się przy Strefie Druku 3D, gdzie zapoznać się można z technologią, która może nam znacznie pomóc podczas budowy bazy na Marsie, a także samemu wydrukować dla siebie rakietę lub inny kosmiczny gadżet.

    Partnerami wystawy są Media Markt oraz Leo Rover. Patronami wystawy są czołowe polskie podmioty, związane z tematami kosmicznymi – Agencja Rozwoju Przemysłu, Mars Society Polska i European Space Foundation, natomiast patronat nad wystawą objęły portale AstroNET, Puls Kosmosu i Space24.


  • Przekroczyć granicę kosmosu – loty suborbitalne

    Przekroczyć granicę kosmosu – loty suborbitalne

    W czasach, kiedy oczy całego świata kierują się na Marsa, coraz większą popularność zyskują nieco bliższe (choć wciąż kosmiczne) trasy. Loty suborbitalne, bo o nich mowa, to dynamicznie rozwijający się rynek, który może w przyszłości zrewolucjonizować nasze myślenie o transporcie.

    Loty suborbitalne – co to właściwie jest?

    Nie ulega wątpliwości, że tematyka podróży kosmicznych zyskuje na popularności. Nie powinno nas to dziwić, kolejne sukcesy związane eksploracją kosmosu utwierdzają nas w przekonaniu, że nawet tak odległe plany, jak kolonizacja Marsa, są w zasięgu naszych możliwości (choć wymagają sporych nakładów i czasu).

     Coraz więcej wiemy o tych bliskich, a nawet tych dalszych, planetach i innych obiektach. Jednak kolejne sondy badawcze przestały nam już wystarczać. Człowiek postawił sobie kolejny cel związany z eksploracją przestrzeni kosmicznej – postawić tam własną stopę. Gdzie? To już zależy. Są zwolennicy Księżyca, inni wskazują Marsa. Jednak wszyscy mamy tą świadomość, że doświadczyć tego będzie mogła tylko nieliczna grupa wybrańców. Odpowiednio wyszkolonych i przygotowanym astronautów, który będą odkrywać dla nas nieznane tereny. Granicę kosmosu (uznawaną umownie na poziomie 100 km) przekroczyło dotychczas ponad 500 osób. Biorąc pod uwagę populację Ziemi, to maleńki wycinek. Co więcej, większość z nich brała udział w misjach badawczych.

    Kosmiczni turyści

    No właśnie… większość. Niewiele osób wie, ale w kosmosie byli już pierwsi turyści, czyli osoby, które wykupiły bilet na taką podróż w celach rozrywkowych. Pierwszą taką osobą był biznesmen Dennis Tito, który odbył swój lot 28 kwietnia 2001 r. Jednak cena, jaką zapłacił za podróż, czyi 20 milionów dolarów, nie wydaje się być w zasięgu przeciętnego Kowalskiego (lub Smitha).

    Czy to oznacza, że zwykły człowiek nie będzie miał szansy (w ciągu przynajmniej najbliższych kilkudziesięciu lat) spełnić swoich marzeń o byciu kosmonautą? Czy może jednak kosmiczne podróże mogą mieć rozrywkowe podłoże? Przy obecnym rozwoju technologii aż trudno było uwierzyć, że nie da się tej rozpalającej wyobraźnię branży zagospodarować w bardziej komercyjnych celach. Odpowiedzią na to mogą być właśnie loty suborbitalne.

    Co to są loty suborbitalne?

    Lotami suborbitalnymi określamy loty, podczas których pojazd osiąga przestrzeń kosmiczną, jednak jego trajektoria przecina atmosferę lub powierzchnię grawitującego ciała. No dobra, co to oznacza w praktyce? Lot suborbitalny jest jednym z rodzajów lotu kosmicznego, w którym wystrzelony pojazd (statek kosmiczny) osiąga przestrzeń kosmiczną, ale przez wzgląd na trajektorię nie jest on w stanie dokonać pełnego obrotu orbitalnego. W przypadku obiektu wystrzelonego z Ziemi, po przekroczeniu minimum 100 km n.p.m. (przyjętej linii Kármána) spada on z powrotem na Ziemię. Pierwszy lot suborbitalny odbyła rakieta V2 w 1944 r., a pierwszym płatowcem w kosmosie był doświadczalny samolot rakietowy X-15.

    Niektóre loty suborbitalne są wykorzystywane w celu sprawdzenia statków kosmicznych lub rakiet nośnych przeznaczonych do późniejszych lotów orbitalnych. Inne pojazdy są zaprojektowane specjalnie do tego typu lotów. Typowy lot składa się z kilku faz. Zakładając podróże między kontynentami (czyli rozważane aktualnie komercyjne zastosowanie tego typu lotów) najpierw następuje wyniesienie samolotu suborbitalnego na kilkanaście kilometrów (więcej, niż wynosi wysokość, na której lata standardowy samolot). Po tym następuje faza gwałtownego przyspieszania z nosem samolotu skierowanym niemal pionowo. Silniki są wyłączane i uzyskana prędkość pozwala przekroczyć linię Karmana. Kolejna faza to ta, którą najbardziej zainteresowani są potencjalni odbiorcy. To właśnie wtedy następuje swobodny spadek samolotu i stan nieważkości (trwający kilka minut, w zależności od lotu). Ostatnią fazą jest ponowne wejście w atmosferę, a lądowanie przeważnie odbywa się lotem ślizgowym.

    Loty suborbitalne są dużo prostsze do zrealizowania niż lot na Marsa czy na Księżyc, wymagają mniejszych nakładów i wiążą się z dużo mniejszym niebezpieczeństwem. Pozwalają jednak przekroczyć umowną granicę kosmosu, doświadczyć stanu nieważkości i spojrzeć z góry na naszą planetę.

    Rosnące zainteresowanie

    Skąd się wzięło zainteresowanie lotami, skoro sam pomysł takiego lotu nie jest nowy? Głównym motorem napędowym rozwoju tego rynku było ustanowienie nagrody Ansari X Prize. Był to konkurs kosmiczny, który dawał możliwość wygrania 10 milionów dolarów nagrody organizacji (choć musiała być nie-rządowa), która dwukrotnie wystrzeli statek kosmiczny wielokrotnego użytku, mogący zabrać na pokład 3 osoby, na wysokość 100 km. O nagrodę walczyło kilkadziesiąt podmiotów, a ostatecznie zgarnęła ją firma Virgin Galactic, której samolot SpaceShipOne w dniach 29 września i 4 października 2004 roku odbył loty załogowe w przestrzeń pozaziemską. 

    Podróże suborbitalne już teraz cieszą się ogromnym powodzeniem, mimo iż regularne loty się jeszcze nie rozpoczęły. Virgin Galactic, czyli wspomniany zwycięzca nagrody Ansari X Prize, sprzedała już 650 biletów, co w praktyce oznacza wypełnione samoloty przez pierwsze trzy lata świadczenia usług. Niestety, nie jest to łatwy rynek. Inne firmy, które wybiły się na tym konkursie i oferowały takie usługi (XCOR, Space Adventures) także sprzedały łącznie kilkaset biletów, chociaż ostatecznie nie przetrwały na rynku. To jednak wcale nie zmniejsza zainteresowania odbiorców, wręcz przeciwnie – kolejnych chętnych nie brakuje i są oni gotowi wydać setki tysięcy za lot następnym firmom, mimo iż nie posiadają one jeszcze odpowiedniego pojazdu. 

    Ogromne zainteresowanie tym rynkiem sprawia, że prognozy dotyczące tej branży są optymistyczne.

    Czołowi gracze

    Wiele firm, jak chociażby wspomniany XCOR, nie przetrwały na rynku. Loty suborbitalne, mimo iż to zdecydowanie tańsza alternatywa do chociażby lotów na Marsa, wciąż jednak wymaga ogromnych nakładów finansowych. To sprawiło, że na ten moment na rynku istnieje tylko kilku liczących się graczy. Skupimy się na dwóch, którzy według nas zasługują na kilka słów.

    Virgin Galactic

    Mimo, iż firmie nie udało się spełnić zakładanego planu, to jednak radzi sobie całkiem nieźle. W grudniu 2018 roku przeprowadziła kolejny lot testowy, który był zarazem pierwszym udanym lotem samolotu SpaceShipTwo.

    Jaki ma plan? Aby osiągnąć wysokość powyżej 100 km, samolot wynoszony jest on na wysokość 15,2 km przez inny samolot WhiteKingTwo. Jest to górna granica dla WWT, ponieważ wyżej powietrze jest niewystarczająco gęsto do wygenerowania odpowiedniej siły nośnej. Na tej wysokości następuje odczepienie i odpalenie silnika SpaceShipTwo. Następnie następuje faza wznoszenia, które odbywa się praktycznie pionowo. Wiąże się to z przeciążeniami dochodzącymi do 3,5G, czyli mniej więcej takimi, jakie odczuwamy na szybkich rollercosterach. Za bezpieczną granicę dla człowieka w czasie wznoszenia przyjmuje się wartość 4 G.

    Jednak kupienie biletu to nie wszystko. Każdy pasażer musi odbyć obowiązkowe badania, które potwierdzą jego stan zdrowia, oraz tygodniowe szkolenie przed lotem. Szkolenie to zawiera symulator lotu oraz przebywanie w wirówce w celu przyzwyczajenia organizmu do przeciążenia. SpaceShipTwo jest w stanie zabrać na pokład dwóch pilotów oraz do 6 pasażerów. Podczas lotu doznają oni kilkuminutowego zjawiska mikrograwitacji, dzięki któremu będą mogli poczuć się jak astronauci na ISS. Podczas tych kilku minut pasażerowie będą mogli opuścić swoje fotele, które zostaną przesunięte, aby zwiększyć dostępną przestrzeń. Ze względu na charakter lotu, bardzo ważne było umożliwienie obserwacji Ziemi z pokładu samolotu, którą będzie można podziwiać przez 17 okien.

    SpaceX

    W zestawieniu tym nie mogło oczywiście zabraknąć firmy Elona Muska, która wyznacza drogę dla prywatnych firm w tej trudnej branży, jaką są loty kosmiczne. SpaceX ma inne podejście do lotów suborbitalnych. Chce je wykorzystać do transportu międzykontynentalnego, co skróci czas np. trasy z Londynu do Hong Kongu z prawie 122 godzin do nieco ponad 30 minut. Nikomu nie trzeba wyjaśniać, jakim przełomem byłoby to w branży transportowej. Ich statek startować będzie z specjalnie wybudowanych platform, które znajdować się będą w pewnym oddaleniu od miast np. na oceanie.

    W przeciwieństwie do samolotu Virgin Galactic start odbywa się z pozycji pionowej. Jednak tu również start jest dwuetapowy. Najpierw II stopnień jest wynoszony z wykorzystaniem boostera, który odłącza się i wraca na miejsce startu. Lądowanie odbywa się również w pozycji pionowej.

    Głównym celem rakiety Starship są loty kosmiczne na Księżyc oraz na Marsa, jednak z powodzeniem będzie można wykorzystać tę ją do lotów suborbitalnych. Rakieta ta ma być wielokrotnego użytku, a jej długość życia szacowana jest na 100 lotów bez większych napraw. Pierwsze testy rakiety Starship odbyć się mają w 2019 r. 

    Rynek lotów suborbitalnych

    Największą zaletą lotów suborbitalnych jest stosunkowo niski koszt, który sprawia, że mają one dużo większą grupę odbiorców, których stać na taką podróż. Już nie trzeba wydawać 20 milionów. Czołowi gracze w tej branży szacuję cenę lotów na 100-250 tysięcy dolarów i niektórzy przewidują nawet, że dalszy rozwój technologii pozwoli obniżyć ją do kilkudziesięciu tysięcy.

     Im dłużej interesujemy się tematem lotów suborbitalnych, tym więcej zastosowań dla nich widzimy. Loty te przestały być już postrzegane jako kolejny produkt dla ekstremalnie bogatych klientów. Stosunkowo niska cena sprawia, że szerokie grono osób chce zrealizować pragnienie podróży kosmicznej, doświadczyć stanu mikrograwitacji, obserwować Ziemię z przestrzeni kosmicznej i spełnić dziecięce marzenia o byciu astronautą. 

     Twórcy zaczęli zauważać kolejne pola do wykorzystania tej technologii, jak super szybki transport między odległymi miastami, czym mogą być zainteresowane międzynarodowe firmy, które mają siedziby na całym świecie. 

    Samoloty suborbitalne oferują również możliwość przewozu przesyłek czy eksperymentów naukowych na swoim pokładzie. Stosunkowo niski koszt takiej usługi pozwoliłby na dynamiczny rozwój w dziedzinie badań prowadzonych w przestrzeni kosmicznej, co z kolei poskutkowałoby rozwojem kolejnych technologii. Tanim umieszczeniem np. satelity na orbicie byłby zainteresowany z pewnością również sektor wojskowy i jednostki rządowe wielu krajów. 

    Dodatkowym plusem jest przyczynienie się lotów do pozytywnego nastawienia opinii publicznej do szeroko pojętej eksploracji kosmosu, co może też wiązać się z większymi funduszami na inne misje, a więc pobudzeniem całego sektora kosmicznego.

    Podsumowanie

    Zainteresowanie, z jakim spotykają się loty suborbitalne, przestaje dziwić, gdy zdamy sobie sprawę z ogromnego potencjału tego super szybkiego pojazdu. Mamy szansę na własnych oczach zobaczyć, jak rozwija się środek transportu przyszłości. Wciąż jednak na twórców samolotów suborbitalnych czeka wiele przeszkód. Konieczność znalezienie kolejnych, ogromnych funduszy, nieuregulowane kwestie prawne związane z takimi lotach i opóźnienia względem pierwotnych planów, związane z wieloma problemami technicznymi po drodze. Mimo, iż loty suborbitalne wydają się być tylko kwestią czasu, wciąż musimy uzbroić się w cierpliwość i obserwować kolejne poczynania firm na tym rynku. Jesteśmy jedna przekonani, że warto chwilę poczekać, a w międzyczasie zbierać fundusze na zakup własnego biletu.

    Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie Materia. Link do wydania znajduje się tutaj.