Category: Uncategorized

  • Z jakimi wyzwaniami mierzą się kosmiczni architekci?

    Z jakimi wyzwaniami mierzą się kosmiczni architekci?

    Architektura kosmiczna zajmuje się projektowaniem dobrego miejsca do życia w kosmosie. Jej celem jest spełnienie podstawowych potrzeb człowieka, przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa, ale również zaspokojenie potrzeb osobistych i społecznych. Projektowanie architektoniczne łączy się bezpośrednio z inżynierią, naukami przyrodniczymi i społecznymi oraz wykorzystaniem nowych technologii w projektowaniu.

    Autorka: Beata Suścicka

    Ideacity – koncepcja miasta na Marsie dla 1000 osób

    Obecne osiągnięcia w dziedzinie architektury kosmicznej

    Obecnie eksploracja kosmosu i wizja przyszłej kolonizacji są punktem wyjścia do prowadzenia badań i nieustającego rozwoju wielu dziedzin nauki i inżynierii. Pierwsze załogowe misje kosmiczne* miały miejsce już w latach 60-tych XX wieku. Mimo tego do tej pory udało nam się postawić stopę tylko na Księżycu. Nasz ziemski satelita okazał się pozbawioną atmosfery, pustą krainą o niskiej grawitacji utrudniające poruszanie się. Pozostałe ciała niebieskie pozostają poza naszym zasięgiem, wciąż niezdobyte. Badania pokazały, że występują tam zupełnie obce dla nas środowiska, do których nie jesteśmy przystosowani. Zdaliśmy sobie sprawę, że kolonizacja nie będzie prostym zadaniem i musimy się do niej odpowiednio przygotować.

    Xors Moon Base – koncepcja badawczej bazy na Księżycu

    Habitaty, czy… terraformacja?

    Jedną z możliwości jest terraformacja, czyli przekształcenie ciała niebieskiego tak, aby powstały tam odpowiednie warunki do życia, jakie znamy na Ziemi. Jest to proces długotrwały i nieodwracalny, który na zawsze zmieni dziewiczy krajobraz planety. Innym mniej inwazyjnym rozwiązaniem jest budowa sztucznych ekosystemów lub habitatów. Zamieszkanie w kosmosie brzmi trochę jak fantastyka. Jednak powstały już plany eksploracji kosmosu uwzględniające pierwsze misje załogowe, a nawet ludzkie osiedla poza Ziemią. Na dzień dzisiejszy nie ma jednoznacznych odpowiedzi, jakich technologii czy materiałów powinniśmy użyć. Nie wiemy też, jak taki habitat będzie wyglądał. Koncepcji i pomysłów jest wiele. Wszystko zależy, jaki założenia projektowe przyjmiemy. Właśnie na to, jak zaprojektować takie miejsca, odpowiada architektura kosmiczna. 

    Koncepcja podniebnej bazy na Wenus, proj. NASA, źródło: www.nasa.gov

    Wyzwania, na jakie odpowiada architektura kosmiczna

    1. Transport – trzeba dobrze rozważyć, z jakich materiałów chcemy budować. Sprzęt i materiały musimy jakoś przetransportować z Ziemi. Pojemność rakiet jest ograniczona, dlatego potrzebujemy przynajmniej kilku przelotów. Wpływa to bezpośrednio na budowę habitatu, który budujemy etapowo. Zazwyczaj zakłada się przewożenie rozkładanych modułów, które pompujemy dopiero w lokalizacji docelowej.

    2. Koszty – każdy kilogram wysłany w kosmos kosztuje, dlatego bardzo dokładnie musimy przemyśleć, co chcemy przewieźć.

    3. Lądowanie – wylądowanie na powierzchni innej planety to nie jest prosta sprawa. Trzeba uwzględnić atmosferę danej planety i masę lądownika, i na tej podstawie wybrać najkorzystniejszy sposób lądowania. 

    4. Warunki – każde miejsce w przestrzeni ma swoje własne, specyficzny warunki, do których musimy się dostosować. Najważniejsze, które musimy wziąć pod uwagę:

    • grawitacja,
    • promieniowanie,
    • ciśnienie i skład atmosfery,
    • temperatura,
    • wiatry,
    • obecność wody,
    • ukształtowanie terenu i surowce.

    5. Dostosowanie designu i konstrukcji – warunki panujące w kosmosie mają bezpośredni wpływ na projektowany obiekt. Dzięki małemu przyspieszeniu grawitacyjnemu możemy stawiać masywniejsze budowle.

    6. Aspekt ludzki – już od samego początku podróży trzeba zapewnić ludziom komfort psychiczny i fizyczny. Długa podróż w małej przestrzeni rakiety, warunki panujące w kosmosie, ciągłe narażenie na stres, długotrwałe przebywanie w odosobnieniu to tylko kilka czynników, na które trzeba zaprojektować odpowiedź. 

    Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszamy do wysłuchania panelu o architekturze kosmicznej: 

    https://youtu.be/2w10AACzc58

  • Część II: Jak powstają nasze projekty?

    Część II: Jak powstają nasze projekty?

    Jak powstają nasze projekty?

    Część II – Baza na Marsie Dome

    Ostatnio opisaliśmy Wam, jak powstał nasz projekt miasta na Marsie. Dzisiaj opowiemy Wam o innym pomyśle, który realizowaliśmy w tym samym czasie. Praca przy nim wyglądała jednak zupełnie inaczej.  Dlaczego? Przeczytajcie długą historię krótkiego projektu.

    Zaczęliśmy pracować razem dla jednego projektu, jednak od kosmosu ciężko się uwolnić. Mars, Księżyc czy loty suborbitalne to niesamowicie ciekawe zagadnienia i z każdym kolejnym projektem zgłębiamy je bardziej, przy czym wciąż daleko nam do bycia ekspertami. Dlatego nic dziwnego, że kiedy będąc na finiszu projektu marsjańskiego miasta zobaczyliśmy konkurs na zaprojektowanie bazy na Marsie dla kilkudziesięciu osób, bez wahania się zgłosiliśmy.

    Pierwsze utrudnienia

    Przed nami stanęły dwa główne problemy. Pierwszym był krótki termin realizacji – deadline upływał za kilka tygodni. Drugi to inna forma – zamiast raportu z opisem technicznym musieliśmy przygotować plakat. Co więcej, liczba słów, która mogła się na nim znaleźć, była ograniczona. Byliśmy grupą inżynierów. Jak więc przekazać nasz projekt jedynie obrazem? W ten sposób rozpoczęła się nasza współpraca z Łukaszem, bez którego nie wyobrażamy sobie dziś żadnego projektu. To on odpowiedzialny jest za przepiękne wizualizacje naszych koncepcji.

    Pierwsze starcie

    Konkurs First Colony on Mars odbywał się w ramach Kuala Lumpur Architecture Festival i był typowym konkursem architektonicznym. Tym razem ważna była idea, co dla nas, jako typowych inżynierów, było trudne do zrozumienia. Projekt powinien być przemyślany, przeliczony i sprawdzony. Projektowanie ładnej wizualizacji bez wchodzenia w szczegóły techniczne? To było dla nas niewyobrażalne.

    Zaczęliśmy więc standardowo – od burzy mózgów. Wieczorne spotkanie w knajpce z planszówkami i rozmowa o tym, jak widzimy projekt przy partyjce gry o terraformacji Marsa. Jeden pomysł to baza, która się toczy (nienajlepszy pomysł – nawet na Ziemi nikt takiego domu nie stworzył i nie bez powodu), druga miała działać trochę na zasadzie żagla i przemieszczać się dzięki wiatrowi (abstrakcyjne przy marsjańskiej atmosferze :)), inna była super modułowa i jej konfiguracja miała być zmienna co jakiś czas (jakby życie na Marsie nie było wystarczające trudne i bez przenoszenia modułów z miejsca na miejsce). Świetne pomysły artystów kontra bardzo przyziemne podejście inżynierów. Nasze dyskusje były bardzo zażarte i zajęły nam kilka tygodni. Tak, dobrze pamiętacie – deadline na projekt upływał właśnie za mniej więcej tyle.

    DOBRA RADA

    Pierwszy projekt  potrafi być ciężki. Z jednej strony mierzycie się z nowym tematem, a z drugiej musicie zgrać się jako zespół. Dobrze jest spotkać się na początku w luźnej atmosferze (np. przy planszówkach) i porozmawiać o różnych pomysłach, problemach, koncepcjach i wnioskach. 

    Jak wyjść z impasu?

    W końcu musieliśmy podjąć twarde decyzje – został nam tydzień na złożenie plakatu – co robimy? Postanowiliśmy z jednej strony zrobić coś bardziej szalonego niż zwykła kopuła na Marsie, z drugiej – stworzyć projekt, który ma jakieś uzasadnienie techniczne. Tylko jak wypracować takie rozwiązanie? Dobra metoda to zorganizowanie się na jedno spotkanie ze ścisłym harmonogramem. Daliśmy sobie określony czas na dyskusję o projektach i założenie, że za kilkadziesiąt minut mówimy stop i realizujemy tą koncepcję, która jest najlepsza z wymyślonych. Presja czasu powodowała, że przestaliśmy godzinami dyskutować o różnych możliwościach, a skupiliśmy się na konkretach. Baza musi być dynamiczna, ale nie może się poruszać po powierzchni. Tak powstała koncepcja rozkładanych płatków. Kolejnym etapem było nadanie tej koncepcji sensu. W pierwszej wersji otwierały się jak kwiat, co było jednak nie najlepszym pomysłem – wygięty płatek zasłaniałby światło plus w jego wnętrzu zbierałby się marsjański pył. Kolejna część spotkania dotyczyła szybkiego rozwiązania tych problemów i uzasadnieniu naszej koncepcji. Pomyśleliśmy więc o tym, co by było, jakby płatki otwierały się od wewnątrz do zewnątrz. To było to. Nasza idea nabrała kształtu.

    DOBRA RADA

    Czasami trudno jest osiągnąć kompromis, który satysfakcjonuje wszystkie strony. Najlepszym wyjściem jest zasada “just enough”. Nie wszystko musi być idealne. Narzućcie sobie presję czasową, np. w ciągu godziny musimy dojść do porozumienia. Po pierwsze załóżcie, że choćby nie wiem co, za godzinę musicie wybrać jedno, końcowe rozwiązanie. Są dwa wyjścia. Albo presja czasu sprawi, że każda strona obniży wymagania i szybciej będziecie odrzucać (lub akceptować) pomysły, bez długich dyskusji i uda Wam się dojść do dobrego rozwiązania. W drugim wypadku nie uda Wam się wybrać jednogłośnie. Wtedy wybierzcie opcję, która przekonała najwięcej osób i zacznijcie ją zrobić.  Mówi się, że “done is better than perfect” i to prawda! Zrobiono projekt jest lepszy niż perfekcyjny pomysł, który nigdy nie powstanie. Poza tym bardzo często w trakcie pracy okazuje się, że wpadacie na rozwiązania, które z takiej sobie koncepcji zrobią świetny projekt.

    DOBRA RADA

    Jednogłośny wybór to zawsze problem. Jak my sobie z tym radzimy? Tradycyjne głosowanie nie zawsze jest dobrym pomysłem – zdanie większości sprawa, że odrzucamy nowe pomysły, bo każdy ma jakieś upodobania. Jak sobie z tym poradzić? My wybieramy pomysł nie na podstawie jego zalet (czy nam się podoba, czy nie, to nie jest ważne), ale wad. Wygrywa ten pomysł, który ma najmniej wad – bo dzięki temu będziemy mieli najmniej problemów w jego realizacji, a więc i projekt będzie lepszy (a to najważniejsze). Jest to dosyć obiektywne kryterium (bo możecie określić na początku, co jest dla Was ważne – czy cena, czy prostota, czy 7 innych czynników) i na tej podstawie wybrać projekt, w którym znajdziecie najmniej słabych punktów w ważnych dla Was kategoriach. I tak mimo świetnej wizji toczącej się kuli na Marsie, odrzuciliśmy to rozwiązanie (chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego), ale płatki działające pod wpływem temperatury miały sens i nie było większych sprzeciwów. 

    Szybka praca

    Mimo euforii związanej z wybraniem koncepcji (po kilku tygodniach) nasz entuzjazm hamował termin – zostało kilka dni na wysłanie projektu, a my nie mieliśmy nic. Nasza praca zbiegła się ze Świętami Wielkanocnymi. Pracowaliśmy więc zdalnie (godząc realizację projektu np. z normalną pracą) w dosyć szybkim tempie. Najpierw podzieliliśmy między siebie zadania i wyznaczyliśmy priorytety. Zaplanowaliśmy dwie wizualizacje (za dnia i nocy, aby pokazać działanie), kluczowe schematy (jak wygląda rozkładanie się płatków, plan 2D wnętrza) oraz główne opisy (zasada działania, wykorzystane materiały, idea). Wszystkie inne elementy były wpisane jako “nice to have” i zabierały się za nie osoby, które swoją część skończyły.

    Aby usprawnić pracę, umawialiśmy się na szybkie, dosłownie kilkuminutowe rozmowy) co kilka godzin, gdzie na bieżąco ustalaliśmy kolejne kroki, sprawdzaliśmy, na jakim etapie jesteśmy i podejmowaliśmy dalsze decyzje. W ten sposób w kilka dni przeszliśmy od zupełnego zera do gotowego projektu. Nie był idealny (chcieliśmy zrobić więcej wizualizacji wnętrza), ale był dobry i został wyróżniony w konkursie w ramach tzw. krótkiej listy (50 najlepszych projektów). Jak na pierwszy projekt poszło nam więc świetnie i po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że “done is better than perfect”.

    DOBRA RADA

    Mało czasu, dużo pracy? Zwinne zarządzanie projektami bardzo pomaga. Zaplanujcie swoją pracę w sprintach, tylko tym razem nie tygodniowo, jak w IT, ale kilkugodzinnych. I ponownie, W myśl zasady “done is better than perfect” zaplanujcie na każde zadanie określoną część czasu i to, co wykonacie w tym czasie będzie efektem końcowym danej części. Takie podejście pozwala krytycznie spojrzeć na zakres projektu (bo czasu jest niewiele) i maksymalne uproszczenie oraz skupienie się na absolutnych priorytetach.

    KILKA SCREENÓW Z PRACY NAD BAZĄ



    Idea powstaje na końcu

    Zwykle proces projektowania zaczyna się od inspiracji, z której tworzy się cały projekt. Projekt bazy Dome był wyjątkowy, bo zaczęliśmy od projektu, do którego stworzyliśmy ideę. I wszystko pasowało idealnie!

    Dome to idea bazy marsjańskiej wykorzystującej materiały z pamięcią kształtu. Koncepcja wykorzystuje znaczną dzienną amplitudę temperatur na Marsie, która sięga kilkudziesięciu stopni. Pod wpływem zmian temperatury w ciągu doby części kopuły w kształcie płatków odginają się w stronę środka bazy, dając dostęp do światła naturalnego i jednocześnie tworząc kopułę, która pozwala uzyskać dodatkową przestrzeń chronioną przed promieniowaniem. W nocy zaś płatki wracają na swoje miejsce i stają się dodatkową warstwą izolującą wnętrze bazy przed niskimi temperaturami w nocy. Dodatkowo po wewnętrznej stronie płatków znajdują się elastyczne panele słoneczne, dostarczające energię, a sam ruch płatków powoduje samoczynne oczyszczanie się paneli z marsjańskiego pyłu.

    Wykorzystanie materiałów z pamięcią kształtu pozwoliło przekuć znaczne dobowe różnice temperatur, jakie panują na Marsie, w zaletę. Co prawda ta technologia nie jest na ten moment tak rozwinięta, aby było to możliwe, ale był to z założenia projekt (i konkurs) futurystyczny, a mimo wszystko nasz pomysł był możliwy do wykonania, przy założeniu, że tą technologię rozwiniemy do żądanego stanu.

    DOBRA RADA

    Idea jest ważna w projekcie – pozwala zebrać cały projekt w jedną, spójną całość. Jeżeli jednak nie macie inspiracji i podeszliście do tego po inżyniersku, to nic straconego. Spójrzcie na swój projekt na sam koniec i pomyślcie, co Wam to przypomina, przy czym najlepiej się sprawdzi, kto mógłby najwięcej skorzystać Przeanalizujcie jeszcze gotowy projekt pod kątem zastosowania i okaże się, że możecie znaleźć jeden główny nurt. W ten sposób możecie stworzyć Waszą ideę. Taka inżynieria odwrotna w projekcie 🙂 

    Just do it

    Długie dyskusje są świetne, bo pozwalają dopracować rozwiązanie. Czasami jednak nie ma na to czasu lub zbyt długo nie jesteśmy w stanie dojść do konsensusu. Wtedy trzeba zastosować bardziej radykalne podejście. Najważniejsze jednak to określenie naszych priorytetów i spisanie elementów, które są absolutnie priorytetowe, a resztę zostawić na liście “nice to have”. Pozwala to cieszyć się skończonym projektem, bo zamiast patrzeć na rzeczy, których nie udało nam się dokończyć, widzimy skończony projekt z dużą ilością dodatkowych elementów poza tymi priorytetowymi. 

    Czasami czujemy się zrezygnowani, bo wiemy, że umiemy coś zrobić lepiej, ale trzeba brać pod uwagę czas i siły. I to, że nigdy nie osiągniemy ideału. Szklanka może być do połowy pusta, ale może być też pełna, dlatego zachęcamy do zmiany podejścia. Nie jest to łatwe, ale dzięki temu satysfakcja z wykonanego projektu jest większa, a co za tym idzie – rośnie motywacja do kolejnych.

    DOBRA RADA

    Traktujemy nasze projekty jako MVP, czyli Minimal Valueable Product. Pewnie kojarzycie to pojęcie ze środowiska startupowego. Przy tworzeniu nowych technologii uważa się, że jeżeli Twój projekt w momencie zaprezentowania go światu jest już skończony, to znaczy, że wypuściłeś go za późno. 

    Tak samo patrzymy na projekty. Wolimy zrobić więcej różnorodnych projektów, niż w nieskończoność ulepszać jeden. Jeżeli ktoś nam zaproponuje zbudowanie naszej bazy na Marsie, to z przyjemnością wrócimy do projektu i zamodelujmy każdą śrubkę. Na razie jednak nie jest to konieczne, więc w naszych koncepcjach schodzimy tylko do takiego poziomu szczegółowości, który według nas jest konieczny.


  • “Houston, mamy problem”, czyli o wypadkach w kosmosie słów kilka

    “Houston, mamy problem”, czyli o wypadkach w kosmosie słów kilka

    Houston mamy problem – ile razy słyszeliście ten zwrot w filmach czy życiu codziennym? Pewnie sporo, gdyż zwrot ten na stałe wszedł do popkultury. Używany jest w momencie sygnalizacji nieprzewidzianego problemu. Skąd się wzięło to powiedzenie? Kim jest ten cały Houston? O tym i o innych nieprzewidzianych problemach w kosmosie słów kilka.

    Apollo 13

    Houston, We’ve Had a Problem – tymi słowami załoga misji Apollo 13 oznajmiła problem z kapsułą załodze kontrolującej lot na ziemi. Lot kosmiczny monitoruje z ziemi kilkanaście a nawet kilkadziesiąt osób. Dbają one o poprawny przebieg lotu oraz reagują w razie nieprzewidzianych komplikacji. Centrum lotów kosmicznych znajduje się w Houston w Teksasie, a jednym z jego działów jest Centrum Kontroli Misji odpowiadające za koordynację i monitoring wszystkich załogowych lotów kosmicznych, odbywających się na terenie Stanów Zjednoczonych.

    Misja Apollo 13 miała być trzecią misją z lądowaniem na księżycu programu Apollo. Start odbył się 11 kwietnia 1970 roku. Statek z trzyosobową załogą poprawnie opuścił orbitę ziemską i wszedł na trajektorię do księżyca. Tuż przed 56 godziną lotu Kontrola Misji poprosiła załogę o włączenie mieszacza w zbiornikach ciekłego tlenu i wodoru. Operacja ta była ważna ze względu na wyrównanie gęstości cieczy w zbiornikach, aby prawidłowo odczytać ich ilość. Po włączeniu zasilania silnika mieszacza załoga usłyszała głośny huk. W skutek uszkodzenia izolacji na przewodach silnika, doszło do jej zapłonu, co spowodowało wzrost ciśnienia oraz wybuch zbiornika nr 2 z tlenem. Zbiornik nr 1 nie został uszkodzony ale połączenie między zbiornikiem nr 1 i zbiornikiem nr 2 zostało uszkodzone. Doprowadziło to do wycieku tlenu z obu zbiorników. Dodatkowo wstrząs spowodował zamknięcie się zaworów dostarczających paliwo do silników korekcyjnych.

    Kapsuła z powodu braku paliwa w części silników nie mogła zostać automatycznie ustabilizowana. Statek znajdował się w połowie drogi do księżyca. Uszkodzenia objęły również ogniwa paliwowe modułu serwisowego. Moduł dowodzenia przełączył się na zasilanie z baterii, jednak ilość energii była niewystarczająca aby zasilić kapsułę przez cały czas trwania lotu. Dwoje kosmonautów przeniosło się do modułu księżycowego. Manewr zmiany trajektorii na powrotną na Ziemię odbył się za pomocą asysty grawitacyjnej księżyca oraz silnika rakietowego lądownika księżycowego. Po 142 godzinach i 54 minutach misji kapsuła wodowała na Pacyfiku. Podczas lotu, z powodu awarii, wystąpiły problemy z ilością wody, CO2 w powietrzu, czy ilością energii potrzebnej do ponownego uruchomienia modułu dowodzenia. Jednak dzięki współpracy obsługi naziemnej, oraz działaniom pierwotnego pilota modułu dowodzenia, który został wykluczony z misji z powodu podejrzenia zachorowania na różyczkę, udało się bezpiecznie sprowadzić załogę na ziemię. Na podstawie tych wydarzeń powstał film.

    Challenger

    Mniej szczęścia miała załoga misji STS-51-L. Była to 25 misja programu lotów wahadłowców oraz 10 misja promu Challenger. Zakończyła się ona katastrofą 28 stycznia 1986 r. Wahadłowiec rozpadł się na wysokości około 14,5 km w 73 sekundzie trwania lotu. Aby w pełni zrozumieć przyczyny katastrofy, należy się cofnąć do wydarzeń na kilka dni przed startem. Pierwotnie był on planowany na 22 stycznia, jednak opóźnienia wcześniejszej misji, zła pogoda w miejscu zapasowego lądowiska, czy problemy z włazem wejściowym spowodowały kolejne przesunięcia startu do 28 stycznia. 

    Prognozy zapowiadały rekordowo zimny poranek w dniu startu. Wieczorem dzień przed startem odbyła się konferencja między firmą odpowiedzialną za dostawę rakiet Morton Thiokol a NASA. Kilku inżynierów wyraziło obawy dotyczące wpływu temperatury na gumową uszczelkę znajdującą się w dodatkowych rakietach na paliwo stałe. Twierdzili, że w temperaturze poniżej 11,7 °C nie ma gwarancji co do właściwych właściwości uszczelki. Ich uwagi zostały oddalone przez menedżerów firmy, którzy zarekomendowali przygotowania do startu według procedury. 

    Start odbył się o godzinie 12:39 czasu lokalnego. Analiza nagrań ze startu wykazała że w T+0,678, że przy końcu prawej rakiety dodatkowej pojawił się  czarny dym. Ustalono, że wskutek drgań własnych oraz ciśnienia przy zapłonie, metalowe części rakiety odkształcały się, a uszczelka typu typu O-ring mająca za zadanie wypełnić powstałe szczeliny nie zadziałała. Gorące gazy o temperaturze ok 2760 °C, buchając przez powstałą szczelinę, spowodowały sublimację uszczelek. Szczelina została jednak tymczasowo uszczelniona przez tlenek glinu powstały w skutek spalania paliwa stałego. 

    Kilkanaście sekund później w T+37 wahadłowiec doświadczył, przez kolejne 27 sekund, działania wiatrów silniejszych niż wszystkie, z którymi mieli wcześniej do czynienia. Wibracje, które powstały na skutek działania oporów aerodynamicznych oraz siły wiatru, spowodowały wyrzucenie tlenku glinu, który uszczelniał szczelinę. W T+58,788 zaobserwowano pióropusz ognia wydobywający się z rakiety dodatkowej, który skierowany był na zbiornik główny wahadłowca. 

    W ciągu niespełna 6 sekund nastąpiło przepalenie poszycia zbiornika głównego, co zaowocowało wyciekiem ciekłego wodoru. Komputer wahadłowca próbował utrzymać kurs, zmieniając położenie dysz głównych silników, które miały równoważyć dodatkowy ciąg spowodowany przez gaz wydobywający się ze zbiornika. W T+72,284 nastąpiło oderwanie prawej dodatkowej rakiety od dolnego mocowania, a niespełna sekundę później obudowa położonego u dołu zbiornika ciekłego wodoru w zbiorniku głównym uległa uszkodzeniu i pod wpływem siły odrzutu wpadła w zbiornik z ciekłym tlenem. 

    W tym samym momencie rakieta dodatkowa obróciła się i uderzyła w poszycie między zbiornikami wewnątrz zbiornika głównego. Doprowadziło to do zmienienia położenia promu i gwałtownej zmiany właściwości aerodynamicznych, które spowodowały rozerwanie promu. Konstrukcja promu doznała przeciążeń wynoszących nawet 20g. Uszkodzenie uszczelki przypisano błędowi projektowemu, ponieważ jej właściwości były zbyt zależne od warunków zewnętrznych. W czasie startu panowały niskie temperatury zewnętrzne, które spowodował,y że materiał z jakiego został wykonany O-ring przeszedł do stanu szklistego, przez co w chwili, gdy miał on się odkształcić i uszczelnić miejsce łączenia w rakiecie, nie zrobił tego. Przez powstałą szczelinę została wydmuchana pasta uszczelniająca, która chroniła O-ringi przez wysoką temperaturą. Na wskutek działania wysokiej temperatury zostały one zniszczone.

    Rosyjski program kosmiczny

    Katastrofy nie ominęły również rosyjskiego programu kosmicznego. Misja Soyuz 1 odbywająca się w kwietniu 1967 r, dwa miesiące po wypadku podczas testów kapsuły Apollo, miała zostać zrealizowana wraz z Soyuzem 2. Głównym celem był spacer kosmiczny i przejście astronautów z Soyuza 2 do Souzya 1. Miał to być kolejny, po pierwszym człowieku w kosmosie, tryumf radzieckiego programu kosmicznego. 

    Pierwsze problemy zaczęły się po osiągnięciu przez statek Soyuz 1 zaplanowanej orbity. Jeden z paneli słonecznych nie rozwinął się prawidłowo, co spowodowane było zaplątaniem się w jeden z elementów statku. Był on odpowiedzialny za zasilanie systemu odpowiadającego za regulację cieplną kapsuły. Jednocześnie na skutek zapotnienia czujnika systemu orientacji statek nie mógł się ustawić we właściwej pozycji. Część systemów zaczęła się przegrzewać ze względu na brak energii. Następnie przestał działać wysokościomierz. Kosmonauta wprowadził pojazd w ruch obrotowy, aby odblokować panel. Nie udało się jednak rozwiązać problemu, a co gorsza pojazd zaczął koziołkować w trakcie piątego okrążenia. Centrum dowodzenia wydało polecenie zakończenia lotu przy szesnastym okrążeniu oraz przerwania przygotowywań do startu Soyuza 2. Ze względu na trudności ze stabilizacją, nastąpiło to dopiero podczas osiemnastego okrążenia. 

    Awaria czujnika ciśnienia atmosferycznego spowodowała, że nie otworzył się spadochron główny. Otworzył się niewielki spadochron hamujący. Astronauta próbował uruchomić ręcznie spadochron zapasowy, jednak znalazł się w cieniu geodynamicznym spadochronu hamującego i nie został wyciągnięty. Pozbawiony możliwości hamowania kapsuła uderzyła o ziemię z prędkością 50 m/s. Przy uderzeniu wybuchły rakiety hamujące wywołując pożar, który do reszty strawił wrak. 

    W tamtym okresie porażki tuszowano jednak z dokumentów, które ujawniono w późniejszym czasie ustalono, że start odbył się pod naciskiem najwyższych przywódców państwa, pomimo wykrycia licznych nieprawidłowości. Zaobserwowano usterki w poprzednich trzech lotach modułu typu Soyuz, a także znaleziono 200 błędów konstrukcyjnych. Prawdopodobną przyczyną wypadku było zbyt silne upakowanie spadochronu oraz zbyt duża różnica ciśnień wewnątrz i na zewnątrz lądownika. Późniejsze sprawdzenie Soyuza 2 wykazało, że podobny błąd znaleziono również i w jego systemie otwierania spadochronów.

    Czasy współczesne

    Również w obecnych czasach zdarzają się niebezpieczne sytuacje. Najnowsza awaria podczas lotu załogowego zdarzyła się podczas 10 misji Soyuza MS. 11 października 2018 podczas separacji jeden z boosterów pierwszego stopnia rakiety nie uwolnił się z górnego mocowania, co spowodowało kolizję z drugim stopniem rakiety. Lot został przerwany, a astronauci przy pomocy rakietowego systemu ratunkowego zostali bezpiecznie ewakuowani ze strefy zagrożenia. Kapsuła wylądowała około 400 km od miejsca startu.

    Przytoczone zostało kilka z, na szczęście niewielu, wypadków podczas załogowych lotów kosmicznych. Obecnie projektowane kapsuły, takie jak DragonCrew firmy SpaceX, poddawane są rygorystycznym testom, które mają przetestować kapsułę tak, aby wypadki nie zdarzały się, a w sytuacji awaryjnej załoga bezpiecznie wróciła na Ziemię.